kuchenna prostota

Sezonowość i tutejszość w kuchni to rzeczy dla mnie ważne. Mając na myśli sezonowość, mówię o poszanowaniu pór roku i jedzeniu zgodnie z nimi, a pod nieistniejącym w polszczyźnie słowem "tutejszość" kryję poszanowanie miejsca, w którym żyjemy. Czyli skupianie się na dyni jesienią i truskawkach w czerwcu oraz ogólnie, żyjąc w Polsce, na jabłkach i gruszkach bardziej niż na bananach, melonach i ananasach. Najbardziej chyba intuicyjnym podejściem do odżywiania jest czerpanie przede wszystkim z tego, co rośnie wokół nas, a sprowadzanie zza oceanu tropikalnych dóbr, do których chyba nie do końca my w środku Europy jesteśmy stworzeni, i opieranie na nich swojej diety wydaje mi się być nie do końca dla nas dobre. Ale może się mylę... 

Ale nie o tym dziś chciałam.

Nie chciałam też o banalnym you are what you EAT. Pewnie już wszyscy rzygają tym stwierdzeniem.... ja trochę też. Ale jest w nim sporo prawdy i fajnie by było gdyby każdy wkładając sobie hamburgera do ust o tym pomyślał. Oczywiście nie chodzi o dosłowne: jedz ogórki staniesz się ogórkiem (ja już od dawna byłabym kaszą :)), ale o fakt, że to co jemy nas realnie, rzeczywiście i naprawdę BUDUJE. Buduje nasze komórki, tkanki, ciało, narządy, odżywia nas albo niszczy. I to jest nasz wybór, nasza decyzja.

A dziś chciałam o śniadaniu. Bo to najważniejszy posiłek dnia. O śniadaniu minimalistycznym - moim ulubionym. Składa się z kaszy gryczanej, soli i oliwy z oliwek i jest przepyszne. Kasza gryczana to mój ulubiony pokarm, po którym jest mi dobrze, ciepło, błogo i pysznie. 

Kaszę lubię taką, lub inną ekologiczną (np. Bioplanet). Zauważyłam, że kasza ekologiczna gotuje się zawsze na sypko i zawsze jest pyszna, nie da się jej zepsuć. Nigdy nie robi się z niej bezkształtna breja. Żadne Haliny i inne Kupce nie wchodzą w grę. Oliwa z oliwek musi być tłoczona na zimno metodami mechanicznymi. Sól za to może być zwyczajna :). Ja natomiast używam różowej himalajskiej, uznawanej za najczystszą i najzdrowszą sól na ziemi. 

Kaszę z wodą w stosunku 1:2 gotujemy na małym ogniu pod przykryciem i po 10 minutach mamy najwspanialsze śniadanie świata. Już na talerzu polewamy oliwą i doprawiamy solą. Zarówno sól himalajska jak i oliwa z oliwek nie lubią wysokich temperatury, a więc najlepiej solić i oliwić gotowe potrawy na talerzu.

W zimowe, mroźne poranki, kiedy trzeba zebrać więcej energii jem do kaszy dwa jajka na miękko. Przy sprzyjającym sezonie paruję sezonowe warzywa, jak brokuły czy fasolkę szparagową (cudne są tu też buraczki - ugotowane i starte, a co najważniejsze - dostępne w zimie) i jest równie pysznie. Można też na surowo - z drobno pokrojonym pieprznym pomidorem. Albo na kiszono - z ogórkiem:).

Zawsze jest pysznie, polecam spróbować.

Przypominam tylko o przeżuwaniu każdego kęsa po 20 razy. To bardzo ważne.