jak ćwiczyć szczęście

Nie czekaj na szczęście, Stwórz je.

Można to zrobić na wiele sposobów. Pierwszym, głównym i najważniejszym krokiem jest unikanie negatywnych myśli i zamartwiania się. Myśli mają moc sprawczą, wierzcie lub nie. Tak więc pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić w drodze do szczęścia jest skasowanie wszelkiej negatywności. Tak, to trudne, wiem. Konieczne jest wypracowanie w sobie radaru na negatywne myśli i zastępowanie ich pozytywnymi wspomnieniami lub życiem w teraźniejszości. Istnieje mnóstwo technik i rzeczy, które mogą w tym pomóc, jednak najważniejsza jest determinacja, prawdziwa chęć doświadczenia stałego poczucia szczęścia i praca włożona w tworzenie tego stanu.

Najbardziej polecam stworzenie listy cudownych, szczęśliwych momentów z całego życia. Niech będzie ich 50. Kilka razy dziennie patrzcie na nią, czytajcie ją, wybierajcie po jednym z momentów, spróbujcie zamknąć oczy i przez 5 minut czujcie to, co wtedy czuliście. Zacznijcie od 15 sekund. Jeśli akurat macie słabszy okres w życiu, to może okazać się trudne. Tak bardzo uwielbiamy "nacierać się" własnym nieszczęściem... Skończmy z tym. 15 sekund na początek. Potem dłużej, jeśli dacie radę. Im dłużej tym lepiej. Im częściej tym lepiej. To może zmienić całe Wasze życie. Można to robić w autobusie, w metrze i podczas wykonywania wszystkich prostych czynności, które nie wymagają myślenia. 

Kolejną opcją jest bycie tu i teraz. Myjesz naczynia? Skup się na tym, medytuj nad tym, ciesz się tym, że masz ręce i możesz to robić. Bądź w chwili. To trochę trudniejsze, wyższa szkoła jazdy. Myśli uciekają. Najczęściej do zmartwień. Lub wspomnień, niekoniecznie tych pozytywnych. Lub do planów, zamiarów. Nie pozwól im, zatrzymaj je w chwili.

Jeśli chodzi o "narzędzia", które mogą nam pomóc w ćwiczeniu szczęścia to powiem Wam dziś o dwóch. 

Można zrobić tzw. słoik szczęścia. Chodzi o "założenie" słoika, do którego codziennie pod koniec dnia wrzuca się karteczkę z jedną pozytywną małą rzeczą, która się w tym dniu wydarzyła. Przeczytałam o tym na fejsbuku. To takie całoroczne zobowiązanie. Po roku otwiera się słoik i patrzy się, jak było dobrze. Ja bym go otwierała w chwilach smutku, kiedy już zupełnie nic pozytywnego nie przychodzi nam do głowy. Losowałabym jedną kartkę i wspominałabym uwiecznioną na niej chwilę. 

Kolejnym sposobem jest prowadzenie dziennika. Jakiś czas temu dostałam w prezencie The Five-Minute Journal. To półroczny dziennik, na którego uzupełnianie poświęcamy codziennie około 5 minut - chwilę rano zaraz po wstaniu i chwilę wieczorem. Najlepsze jest w nim to, że można go sobie zrobić samemu. 

Każdy dzień zaczyna się inspirującym cytatem lub wyzwaniem w stylu: "stań przed lustrem i uśmiechaj się do siebie przez minutę". 

Dzień zaczynamy od trzech rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni. Wdzięczność to najlepsze co możemy czuć, jeśli chcemy coś do siebie przyciągnąć. Nawet jeśli czegoś nie mamy, bądźmy za to wdzięczni. Brzmi absurdalnie? Tak, wiem. Ale tak działo prawo przyciągania. Nie mam wystarczająco środków? Wpisuję, że jestem wdzięczna za posiadanie dokładnie tylu pieniędzy, ile mi potrzeba. Najlepiej też w tym samym momencie wyobrazić sobie uczucie posiadania dokładnie tej ilości pieniędzy :)

Potem przechodzimy do części "co zrobić, aby ten dzień był wspaniały?". Tutaj możemy napisać coś w stylu "będę się więcej uśmiechać", "będę pozytywna" lub ". To takie zobowiązanie na cały dzień, które nastawi Cię pozytywnie i sprawi, że będziesz pracować nad sobą.

 

Potem afirmacja. To moja ulubiona część. Chodzi o to, żeby napisać o sobie kilka epitetów. Jestem piękna, zdrowa, szczęśliwa, dobra, kochana i kochająca, szczupła, itd. Chodzi o kodowanie we własnym umyśle pozytywnych myśli na swój temat.

 

Część nocna to podsumowanie dnia. Robimy ją przed snem. Trzy dobre rzeczy jakie się wydarzyły (to to, co w słoiku szczęścia) i odpowiedź na pytanie co mogłam zrobić lepiej. Np. "mogłam mieć mniej negatywnych myśli". 

Tyle.

 

Ważne w tym wszystkim jest również unikanie zmartwień. Martwienie się na zapas nic Ci nie daje. Będzie trzeba uporać się z danym problem i tak dopiero w chwili jego przyjścia, więc po co się martwić. Czy jest coś o co powinnaś się martwić w tej konkretnej chwili kiedy to czytasz? Tak naprawdę? Czy może możesz pomartwić się później? Odłóż martwienie się na później, a jak przyjdzie "później", odłożysz znowu :D 

Działaj, myśl, podejmuj świadome decyzje, ale się nie martw, bo to Cię zabija i tworzy negatywną energię wokół Ciebie. Przyciąga nieszczęścia jak magnes. 

Tyle na razie w temacie szczęścia. Trochę pobieżnie, ale będę zgłębiać, obiecuję.

Na koniec mój widok z okna teraz. Z dwóch różnych stron.

Czyż nie żyjemy w najpiękniejszym miejscu, jakie można sobie wymarzyć?