baza jesień-zima

Dla mnie jesienno-zimowe wybory są proste. Duże ciepłe swetry zimą i bardziej dopasowane jesienią załatwiają sprawę góry. Czasem cieńsze lub grubsze marynarki narzucane na lekkodopasowane bluzki. Doły to dżinsy lub inne dopasowane spodnie. Znajdzie się jakaś sukienka o prostym kroju założona na golf lub bluzkę z długim rękawem, albo sukienka swetrowa, ale rzadko.

Najważniejsza jest dla mnie baza. Bo jestem ultrazmarzluchem (takim największym na świecie, gdziekolwiek bym nie była – w każdej pracy, w każdym domu, wszędzie – ja marznę zawsze w swetrze wśród rozebranych ludzi wokół) i potrzebuję naprawdę dobrego płaszcza. Ciepły płaszcz, czapka, prosty szalik (najlepiej komin), rękawiczki. Wełniane. Wełniane swetry. Buty na koturnach. Jedne na sezon. Nie widzę potrzeby posiadania kilku par jesiennych butów, torebek na różne okazje. Chcę uniwersalności, chcę prostoty, chcę więcej przestrzeni w szafach i w domu, wreszcie - chcę fukncjonalności. Nie noszę pasków, apaszek, chust, nie cuduję z fryzurą, nie noszę zegarka, a biżuterię noszę tylko swoją, w ilościach minimalnych.

Moje ubraniowe myśli w sezonie jesień-zima krążą wokół wełny. Bawełniane swetry i marynarki, które widzicie we wrześniowo-październikowym KGKD (oprócz jednego kaszmirowego swetra) sprawdzają się u mnie tylko w cieplejsze jesienne dni. Kiedy robi się zimniej, muszę mieć na sobie coś cieplejszego. Na mojej liście zakupów na tegoroczny sezon jesień-zima znalazł się między innymi porządny ciepły wełniany płaszcz, dwa/trzy wełniane swetry (czas rozstać się z akrylowym badziewiem, którego nazbierałam trochę), wełniana marynarka, czapka, szalik, rękawiczki. Póki co, udało mi się znaleźć płaszcz 100% wełna, jeden sweterek 100% kaszmir, czapkę i szalik. Czapka to 100% kaszmir i jest BOSKA. To nie jest najpewniej kaszmir pierwszego gatunku, na taki na pewno mnie nie stać, ale mimo to, czapka jest idealnie ciepła, jednocześnie przewiewna i niegryząca. Plus - cudownie prosta w kroju, o ciasnym splocie, bez wiejących dziur. Droga, ale komfort i ciepło są dla mnie bezcenne.

Muszę przyznać, że nie było łatwo znaleźć odpowiadające mi rzeczy w przystępnych dla mnie cenach. W końcu skończyło się tak, że wydałam więcej niż planowałam, tłumacząc sobie z tyłu głowy, że potrzebuje tej bazy, bo jestem zmarzluchem i robię to kosztem butów, torebek i innych mniej ważnych dla mnie rzeczy. I mam nadzieję, że mnie ta "wełna 100%" nie zawiedzie i posłuży dobrych kilka lat.

Długo szukałam i nic nie mogłam znaleźć. Szukałam swetrów bez akrylu, marynarek i płaszczów z wełny. Znalazłam dwa piękne swetry w Robotach Ręcznych, ale boję się, że będą gryźć, a ich cena jest dość… zaporowa. To hand made robiony na zamówienie, więc ryzykować nie będę. Poza tym w jednym z nich, o dziwo, jest trochę akrylu (nie piszą, ile). W ZARZE nie ma nic. Jeden kaszmirowy sweter z całymi odkrytymi ramionami (nie dla mnie), a tak poza tym to akryl akryl akryl. Nie żeby 30% i reszta wełniana, nie. Akryl jest w procentowej większości prawie każdego zarowego swetra. A dodatki to najczęściej poliester i poliamid. To samo w innych tego typu sieciówkach. Akryl, jak wiadomo, nie jest najlepszym wyborem swetrowym. Jestem przerażona jego wszechobecnością.

O materiałach pisała już Asia, Kasia i oczywiście Michał. To cudowne, że istnieją opiniotwórczy autorzy tekstów, którzy poszerzają świadomość ogółu w kwestii ubrania. Wiecie, że dla mnie minimalizm równa się świadomość (teraz powstało nowe modne słowo, które krąży wokół mojej definicji minimalizmu - esencjalizm). Im większa nasza świadomość, tym mniejsza ilość akrylowych (i często bardzo drogich) swetrów na rynku. Bo jak przestaniemy kupować akryl, firmy przestaną robić swetry, czapki i szaliki z akrylu na tak dużą skalę i skierują się ku wełnie.

Postanowiłam dołożyć swoją cegiełkę do materiałowego poszerzania świadomości. Zaczęło się od wełny, które jest dla mnie niesamowicie fascynującym tematem. Postanowiłam dowiedzieć się o niej jak najwięcej i przygotować esencję - wszystko to, co każdy z nas powinien wiedzieć, zanim kupi jesienny sweter/czapkę/szalik/płaszcz, i zanim zdziwi się, że sweter, który wygląda jak wełniany i kosztuje kilkaset złotych w dowolnej sieciówce "szmatławi się" po trzech razach.

Na zdjęciach widzicie to, co udało mi się kupić. Myślę jeszcze o wełnianej marynarce i oversize'owym megaciepłym zimowym swetrze, ale póki co nie znalazłam idealnych egzemplarzy, więc się wstrzymuję.

Jeśli szukacie porządnej wełnianej marynarki, w Bynamesakke znalazłam taką 100% wełny kilka tygodni temu, ale już jej nie widzę w sklepie interentowym. Poza tym ta firma mnie nie przekonuje, mimo zachwytu, jaki wzbudziła, kiedy się o niej dowiedziałam. Chciałam kupić ich płaszcz 100% wełny, ale zachwycał tylko na zdjęciach, na żywo coś z nim było nie tak; ciężko powiedzieć, co. W Massimo Dutti jest też kilka fajnych (i ładnych, w moim stylu) wełnianych marynarek i płaszczy z w miarę dobrymi wełnianymi proporcjami w składzie. Ale patrzcie uważnie ZAWSZE na składy, bo nawet w sklepach z półki Massimo są drogie swetry z akrylu (których po prostu nie opłaca się kupować) i puchowe kurtki bez puchu.

Pozdrawiam ciepło z jesiennego lasu.

Czytaj więcej ze strefy szafy: