chroniczny dysonans poznawczy

Dysonans poznawczy to  sytuacja, gdy jednostka uświadamia sobie sprzeczność dwu treści poznawczych: między informacjami (przekonaniami) posiadanymi a informacjami odbieranymi, dotyczącymi tej samej sprawy (źródło).

Ja od zawsze traktowałam dysonans poznawczy jako takie ważenia sprzecznych przekonań przed podjęciem decyzji dotyczącej tego co mam na dany temat myśleć, oraz przed podjęciem decyzji dotyczącej działania. To była nieodłączna część mojego myślenia. Zawsze widziałam tę drugą stronę medalu, zawsze potrafiłam zrozumieć opozycję. Teraz jak szukam w internecie przykładów dysonansu, to najczęściej ilustrują one konflikt przekonań z zachowaniami. A mi chodzi o przekonania versus przekonania. Jedni mają takie, drudzy inne. A Ty musisz zdecydować się na swoje. Na jakiej podstawie decydujesz? 

Taki dysonans poznawczy odczuwam w kwestiach bardzo wielu, nie tylko w tym, czy jeść mięso, czy nie, ale też w bardziej fundamentalnych, moralnych kwestiach, chociaż wiem, że akurat mięso zahacza także o moralne kwestie. Te wszystkie sprawy zawsze są dla mnie wielobarwne, nigdy czarne lub białe. 

Znajduję sprzeczne dowody/tezy we wszystkich tych rzeczach i nie potrafię się zdecydować, co o tym myśleć.

I akurat świetnie się złożyło, bo Kasia wczoraj napisała komentarz pod moim tekstem o komosie ryżowej. Że ma wysoki ślad węglowy, co oznacza, że jej produkcja i transport przyczyniają się do bardzo dużej emisji gazów cieplarnianych. To po pierwsze. A po drugie zainteresowanie, jaką wzbudza od niedawna wśród ludzi z całego świata powoduje, że jej ceny rosną, a to z kolei sprawia, że ludzie, którzy jedzą ją od zawsze (ludność Ameryki Południowej) muszą przerzucić się na fastfoody, bo nie stać ich na komosę. Dotyka mnie taka informacja i odczuwam dysonans. Może w takim razie nie powinnam jej jeść? Potem czytam o tym głębiej i widzę, że sprawa nie jest aż tak prosta. Tak jest zawsze. Ważne sprawy są złożone, skomplikowane. Nie da się wyrokować jednoznacznie.

Podobnie mam z rzeczami, co do których z pozoru mam pewność. Mam pewność, doświadczyłam, dzielę się tu na blogu na przykład. Ale czasem trafiają do mnie argumenty drugiej strony i nie potrafię się wtedy bronić, bo widzę różne odcienie czerwonego. Bo skąd niby mam wiedzieć. że to ja mam rację? Dowody oparte na badaniach naukowych nie załatwiają sprawy, tym bardziej, że jest mnóstwo badań dowodzących sprzeczne tezy. No i przecież za kilka lat naukowcy mogą obalić jakąs tezę, której ja teraz zaciekle bronię. 

Oczywiście tutaj już zaczynam wchodzić w paranoję. Bo takie myślenie prowadzi do całkowitego braku własnego zdania, do takiego wiecznego rozchwiania. Ale też do wysoko rozwiniętej empatii i postawy nieoceniania. I postawy rozumienia wszystkiego. Postawy kolorowej, nie czarno białej. 

Może to się wydawać jakieś takie rozmemłane, taka nieumiejętność jasnego określenia swoich poglądów. Bo ja niby je mam, ale rozumiem też drugą stronę i rozumiem to, że może ta druga strona ma doświadczenia sprzeczne z moimi. A więc nie mogę powiedzieć, że moja prawda jest uniwersalna, absolutna. Ale czy to możliwe, że każdy jeden osobnik z nas ma swoją własną prawdę i te prawdy nie muszą się pokrywać. Przecież żyjemy w społeczeństwie, musimy jakoś to wszystko pogodzić...

Może miarą powinno być doświadczenie? Wypowiadaj się kategorycznie o zakazie aborcji, tylko jeśli doświadczyłaś gwałtu i wiesz co to znaczy, albo z drugiej strony: tylko jeśli zrobiłaś aborcję i wiesz jakie to potworne brzemię. Albo wypowiadaj się o szkodliwości nabiału, tylko jeśli jej doświadczyłaś. Oceniaj tylko te sytuacje, w których byłaś. Ale to niestety byłoby ciężkie, wręcz niewykonalne... Przecież jest wolność słowa, można wypowiadać się na każdy temat. Ale czasem myślę, że na niektóre może nie powinniśmy. A jako społeczeństwo poniekąd musimy.

A czy Wy odczuwacie dysonans poznawczy? Czy potraficie z pełnym przekonaniem twierdzić cokolwiek, dowodzić swoich racji, bić się mentalnie z reprezentantami odmiennych poglądów? Chętnie się dowiem, bo ja mam z tym duży problem.

PS Pisałam to wczoraj, dzisiaj dodaję informację dnia: grawer po raz kolejny nawalił, obsuwa mi się wszystko, spać nie mogę, jeść nie mogę, mam dość. Będę się trzymać, ale nie wiem czy uda mi się pokazać Wam to, co stworzyłam w tym tygodniu. Użeranie się z tymi wszystkimi czynnikami niezależnymi ode mnie to jakaś masakra jest.... ci z Was, którzy próbowali/próbują własnego biznesu pewnie wiedzą, o czym mówię. Ta odpowiedzialność, to uczucie, kiedy tak strasznie nam zależy, a ktoś po raz kolejny nawala, choć się mu płaci i wszystko powinno być OK. Przepraszam, jestem taka rozgoryczona ....

Mimo rozgoryczenia, pozdrawiam Was ciepło :)


Czytaj więcej ze strefy ducha: