Co z tym jarmużem?

Moda na jarmuż trwa od kilku lat. W Stanach wszyscy zdrowoodżywiający się ludzie krzyczą o "kale" i jego prozdrowotnych właściwościach. Ogólnie jarmużowe szaleństwo jest już od jakiegoś czasu w niesłabnącej formie. Jarmuż jest bowiem megazdrowy, bogaty w przeciwutleniacze, witaminy i sole mineralne. Ma działanie przeciwzapalnie. Poza tym jest zielony, a wiadomo, że wszystko co zielone jest dla człowieka bardzo zdrowe. Dodaje się więc go do smoothies, wyciska się soki, je się w sałatkach, podczas gdy w Polsce było to warzywo używane głównie jako ozdoba potraw.

jarmuż2.jpg

Jako że nasi cudowni rolnicy ekologiczni (tak, mówię o Panu ze Szwajcarii i jego Żonie) uprawiają jarmuż, mam go w sezonie pod dostatkiem. Z najlepszego źródła jakie może być. 

Niestety, w formie surowej jarmuż nie trawi się najlepiej. Przynajmniej ja nie trawię go najlepiej i czuję to później całą sobą, nie wiem jak Wy. Jedyna zjadliwa dla mnie postać tego zielska to jarmuż podduszony, podsmażony na oleju (co oczywiście zmniejsza dzialanie jego superwłaściwości, ale co zrobić, jak na surowo nie wchodzi:)). W smażenioduszeniu wydobywa się z niego wtedy lekko orzechowy posmak, staje się miękki i naprawdę dobry. Smażę go na oleju sezamowym, który jeszcze bardziej ten orzechowy posmak wzmacnia. I dodaję pokrojone w plasterki tofu. Trzeba to mocno posolić lub podlać sosem sojowym, bo tofu tego po prostu potrzebuje. 

Taki duszonosmażony jarmuż smakuje podobno też przepysznie z jajkiem. Jeszcze nie próbowałam, ale zamierzam. Dam Wam znać (póki co moje serce podbiła przygotowana w ten sam sposób jajecznica, ale ze szpinakiem, nie jarmużem).

Tymczasem spróbujcie z tofu. To sposób na szybką, prostą i fajną kolację.

Wystarczy umyć jarmuż i obrać go z łodyg (nie jem łodyg, bo są jeszcze ciężej strawne niż liście), włożyć na patelnie z rozgrzanym olejem sezamowym i tak na małym ogniu sobie czekać. Potem dorzucić plasterki tofu, podsmażyć chwilę, posolić dużo i gotowe, można jeść. Smacznego!


Czytaj więcej ze strefy kuchni: