Czy żyjesz w teraźniejszości chociaż przez jedną minutę dziennie?

My, ludzie, mamy taką tendencję do życia przeszłością lub przyszłością. W głowie kłębią nam się myśli dotyczące rozpamiętywanej, strasznej lub bardzo nam drogiej przeszłości, albo skrupulatnego planowania przyszłości, której zaplanować się nie da. Ale lubimy to bardzo i często myślimy, że się da. Kolekcjonujemy wspomnienia i uwielbiamy je mieć przy sobie, w głowie. Prawie tak bardzo jak bardzo lubimy otaczać się rzeczami. A najbardziej to w ogóle lubimy otaczać się rzeczami, mającymi wartość sentymentalną, czyli związanymi ze wspomnieniami. Uwielbiamy też snuć plany. Gdzie pojechać na wakacje, co dziś zrobić na obiad, 

Uwielbiamy nacierać się miłymi wspomnieniami, ale też często nacieramy się zmartwieniami, które zawsze dotyczą albo przeszłości, albo przyszłości. Pisałam Wam już kiedyś o tym w tekście o szukaniu szczęścia.

I powiem Wam, że niby nic w tym takim przeszłościowo-przyszłościowym myśleniu złego nie ma, ALE… tylko niby. Bo takie myśli przecież sprawiają, że coś nam ucieka. Ucieka nam chwila, która jest teraz. Jak się nad tym zastanowić, chwila, która jest teraz to przecież JEDYNE, co mamy. Bo czas z pewnego punktu widzenia nie istnieje. Nie da się go cofnąć, ani przyspieszyć. Nie da się wrócić do przeszłości, ani przenieść do przyszłości. Czas raz nam leci wolno, raz szybko, jest relatywny. Przyspiesza, kiedy jesteśmy zabiegani, zwalnia, kiedy jesteśmy w chwili. A więc to co robimy na co dzień non stop, te plany, zmartwienia, te cholerne myśli, to wszystko przyspiesza nam czas, przyspiesza nam życie, zabiera nam je.

Mama mi zawsze mówiła, żebym “medytowała” nad każdą najprostszą życiową czynnością. Weźmy mycie naczyń. O czym myślisz kiedy je myjesz? Gdzie jesteś? A może by tak pocieszyć się tym myciem? Tym, że mamy czym myć te naczynia, tym że mamy wodę? Itd. itd… 

Ile razy w ciągu dnia Twoje myśli skupiają się na tym, co jest teraz? A ile razy krażą wokół planów na przyszłość i wspomnień? 

Ile razy?

Ja muszę przyznać, że sama mam z tym problem, z tym życiem w teraźniejszości. Gonitwa myśli w głowie, plany lub zmartwienia na zmianę. Wspomnienia raz miłe, raz niemiłe. Rozpamiętywanie błędów, rozmyślanie nad tym, co by było. I znowu — mój Paweł potrafi być w chwili, ja wciąż się uczę.

I opowiem Wam teraz o narzędziu, jakie stworzyłam. To strefa biżuterii w strefie ducha. Opowiem Wam o narzędziu, które przypomina o tej najprostszej czynności na świecie — o byciu w chwili.

Kiedy mój Paweł wszedł na ścieżkę przedsiębiorczości, pozapisywał się na kursy, programy mentorskie. Potem pojechał na jakiś wielki event do Stanów, i tam urzekł go tatuaż jednego z jego znajomych. Słowo NOW napisane na nadgarstku, w miejscu zegarka. Żeby zawsze pamiętać o tym, że czas nie istnieje, bo jest tylko tu i teraz. Żeby zawsze po spojrzeniu w to miejsce przypominać sobie, że życie się toczy tu i teraz i warto zapomnieć na chwilę o zmartwieniach z przeszłości i planach na przyszłość i po prostu pożyć chwilę teraz. 

Oboje byliśmy zachwyceni tym pomysłem. Potem siostra mojego Pawła powiedziała, że ona nigdy w życiu nie zrobiłaby sobie tatuażu, nawet takiego. I że już prędzej mogłaby nosić taki zegarek. 

I tak oto mi kliknęło. Pomyślałam, że od tego chcę zacząć. Stwierdziłam, że STWORZĘ taki zegarek, kropki mi się połączyły, biżuteria zabrzęczała w głowie. I oto jest.

Nie chciałam gumowego, plastikowego zegarka, zwyklaka, którego nikt nie chciałby nosić. Chciałam czegoś więcej. Chciałam połączyć tę koncepcję z minimalizmem w biżuterii. W głowie wszystko nagle mi się ułożyło.

Zaprojektowałam go. I na razie możecie go zobaczyć w dwóch wersjach.

Wersja sznurkowa (KEEP ME ON; bo można go nosić non stop, jest mały i pasuje do wszystkiego) i łańcuszkowa (TAKE ME OUT; bo idealnie nadaje się na wszelkie wyjścia: do biura, na randkę i inne imprezy).

W planach mam więcej. 

W moim zamyśle zegarek NOW ma być swoistym talizmanem. Ma odganiać zmartwienia i przypominać o tym, że czas płynie i im bardziej żyjemy w przeszłości i przyszłości, tym płynie szybciej. A tego nie chcemy. Życie składa się z chwil i samo w sobie właściwie (patrząc z odpowiedniej perspektywy) jest chwilą i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym szczęśliwsi będziemy. Tak myślę.

Otworzyłam sklep, zrobiłam stronę internetową. Zapraszam Was tam właśnie www.kavodesign.pl :). Robi się też strona anglojęzyczna. I inne sposoby płatności będą i w ogóle będzie tego więcej. Wkrótce, systematycznie, powolutku.

I na fejsbuka (tam już część z Was jest) też Was zapraszam. I na instagrama.

Mam mnóstwo dalszych planów. Mnóstwo pomysłów na personalizowaną, minimalistyczną biżuterię. Proste formy, drugie dno. Strasznie jestem podeskcytowana zegarkiem, bo to się wpisuje bardzo w moją całą życiową filozofię. W slow life, w świadomość, w minimalizm.

Proszę, powiedzcie co o tym wszystkim myślicie. Wasz feedback znaczy dla mnie BARDZO dużo.

PS Przepraszam za ten tydzień milczenia. Sprawy związane z KAVO totalnie mnie zeżarły. Wybaczcie mi, poprawię się. I przepraszam, że to wszystko z takim opóźnieniem się stało. 

PS 2 Na hasło prostejestpiekne wszyscy czytelnicy mojego bloga mają rabat - 15 złotych na Take me out lub Keep me on.


Czytaj więcej ze strefy ducha: