dyniowy krem

Jesień już nastała, mimo że w teorii mamy jeszcze lato. Spadają już liście, robi się żółtawo. Czasem jest całkiem szaro, ale to też ma swój klimat i urok. Jesień mnie cieszy, bo ulubioną częścią mojej garderoby zawsze były swetry. Można się w nich utopić, potem jeszcze otulić ciepłym szalikiem. Można pić dużo ciepłej herbaty i jeść rozgrzewające obiady.

Wczesna jesień to czas pysznych pomidorów od Pana ze Szwajcarii, cukinii, kurek, kiszonych ogórków, ale przede wszystkim dyni.

Z zupą dyniową zawsze miałam problem. Nigdy mi nie wychodziła. Nie mówiąc już o tym, że nie znosiłam jej kroić i obierać. Tylko Paweł ma tyle cierpliwości, żeby to robić.

Próbowałam wielu przepisów. Na rosole, bez rosołu, na wegańskiej kostce. Zawsze była za słodka, za mdła, czasem ją „przeprawialiśmy” z Pawłem i była za ostra. Zawsze bez sensu, zawsze niesmacznie. Aż w końcu zrobiliśmy ją spontanicznie, wykorzystując mój sposób na każdą zupę i wyszła nam taka, o jakiej marzyliśmy. Delikatna, nie za mdła, nie za ostra, wyrazista. Zrobiliśmy to najprościej jak się da, bez wydziwiania. Może jej cudowny smak to kwestia ekologicznej dyni (i innych warzyw) od Pana ze Szwajcarii, nie wiem. Wiem na pewno, że wyszedł nam w końcu idealny krem dyniowy.

Jeśli chodzi o proporcje, przedstawiam je Wam na zdjęciu - z jedną uwagą - użyliśmy jedną cebulę, zamiast dwóch i jeden ząbek czosnku. No i trochę soli i pieprzu oczywiście.

Moim sposobem na praktycznie każdą zupę, jest podduszenie na oliwie z oliwek jednej cebuli z jednym ząbku czosnku, a potem dodanie ich do garnka z innymi warzywami i gotowanie wszystkiego razem. W przypadku zupy dyniowej, do duszącego się czosnku i cebuli dodaliśmy drobno pokrojoną dynię, dusiliśmy razem przez chwilę, a potem wszystko to wrzuciliśmy razem z resztą włoszczyzny, solą, zielem angielskim i liściem laurowym do garnka i zalaliśmy wrzątkiem wrzątkiem. Gotowaliśmy około godziny, potem zblendowaliśmy i zjedliśmy.

Polecam bardzo.


Czytaj więcej ze strefy kuchni:

strefa kuchniKasia10 Comments