ilu torebek potrzebujesz?

Byliśmy dziś w przepięknym parku w Młochowie, w którym nie było w ogóle ludzi. Zamiast ludzi były ptaki i kwiaty. Coś pięknego.

Wybaczcie mi, że czasem nie udaje mi się nadążyć za harmonogramem, jaki sobie wytyczyłam. Moje posty wymagają dużo wysiłku, zrobienia i obrobienia zdjęć, przemyślenia, napisania tekstu. Tak więc robię co w mojej mocy, ale nie zawsze zdążam, przepraszam Was za to. Może niebawem uda mi się wejść w rytm i wrzucać w KAŻDY poniedziałek, środę, piątek i niedzielę. Póki co jest różnie, wiem. 

Dzisiaj chciałam wrzucić tekst, który miał się pojawić w środę, ale ze względu na różne zawirowania, nie mogłam go wstawić. Strefa szafy.

"Ilu potrzebujesz torebek" to tekst-zachęta do refleksji nad szafą, po raz kolejny. Ja na przykład zdałam sobie dość niedawno sprawę z tego, że potrzebuję bardzo mało torebek, butów, płaszczy, czyli tych wszystkich rzeczy, które większość z nas nosi sezonowo codziennie. I tak jak zdarza mi się kupić sukienkę na totalnym spontanie, bo jest piękna; tak raczej nigdy nie zdarza mi się kupić nadprogramowych butów, torebki, czy płaszcza. Co wcale nie oznacza, że Wy też musicie tak mieć. Jeśli ktoś ma obsesję na punkcie torebek i lubi je często zmieniać to niech zmienia. 

Ja natomiast wiem, że nawet gdybym miała 20 torebek, chodziłabym z jedną. Bo nie miałabym głowy do przekładania portfela i innych niezbędników z jednego "worka" do drugiego. Tak samo mam z butami — przechadzam w jednych całą wiosnę. W tych samych, w których chodziłam jesienią. Dlatego buty i torebki jak już kupuję, to kupuję porządne.

Przygotowałam dla Was takie zestawienie mojej bazy. Ilość tych rzeczy się nie zmienia, wymieniam je jak się zużyją. A dopóki nie są zużyte nawet nie patrzę w sklepach na ewentualne zamienniki. Bardzo mi to pomaga w kwestii konsekwencji stylu i w minimalizmie szafowym. W klasyfikacji pomijam ubrania sportowe (np. narciarskie, albo buty do ćwiczeń), bieliznę i dodatki (okulary, kapelusze, biżuterię, zegarki, itd.). Wstawiam Wam zdjęcia przy niektórych pozycjach. 

 

Okrycia wierzchnie (4/5): 

- wiosenna krótka kurtka skórzana 

- wiosenny płaszcz typu trencz, ale nie trencz, bo nie lubię trenczy

- płaszcz ciepły jesienno-zimowy (marzy mi się coś wełnianego)

- płaszcz zimowy/ew. kożuch

- +dodatkowo ew. zimowa kurtka puchowa, lekko sportowa, wygodna, krótka (mam dopiero od tego roku i jestem zachwycona jej funkcjonalnością; nadaje się idealnie na krótkie podróże samochodem, gdzieś na zakupy/na jogę; nie trzeba ciągnąć za sobą długiego ciężkiego płaszcza; oczywiście na srogą zimę przemierzaną autobusem byłaby stanowczo za lekka i za krótka)

 

Buty (6):

- sandały na koturnach (lato)

- trampki (lato)

- zimowe na koturnach CAT (zima)

- ew. bardziej eleganckie, czarne kozaki (zima)

- koturny VAGABOND (jesień+wiosna)

- szpilki na wyjścia (2 pary czarnych szpilek mam od 5 lat, ale wystarczyłaby mi w zupełności jedna para, bo chodzę na takie wyjście jakieś 2 razy w roku, nie częściej) 

 

Torebki (4):

- torebka całoroczna, styl uniwersalny

- torebka letnia (marzy mi się O bag)

- torebka plażowa (jakiś szmatławiec najcześciej)

- torebka kopertówka na uroczystości

 

Szaliki (3):

- szalik zimowy wielki i gruby

- szalik jesienny

- szalik wiosenno-letni (lekkie coś z bawełny zawsze się przyda)

 

Oprócz tego w mojej szafie muszą być zawsze:

- biała koszula

- mała czarna

- różnego rodzaju spodnie rurki

- różnego rodzaju swetry, najczęściej oversize

- kilka marynarek

- kilka spódnic

- dużo sukienek - zimowych, wiosennych, letnich

- 2 sukienki "weselne", w których obskakuję wszystkie tego typu imprezy

- dużo bazowych t-shirtów i bluzek z dlugimi rękawami w różnych kolorach

W mojej szafie nie znajdziecie za wielu spódnic. Nie znajdziecie też żadnych chust i apaszek, bo to nie mój styl. Nie znajdziecie za dużo wzorów, a już na pewno niczego, co się świeci. Nie znajdziecie szpilek i żadnych wymyślnych butów.

Jestem nudna, wiem. I tak mi z tym dobrze!

Warto sobie zdać sprawę z takich "stałych" rzeczy w naszej garderobie, bo to pierwszy krok do uniknięcia kupowania emocjonalnego. Bo jak już wiem, że mam wszystkie potrzebne mi typy butów, to podczas chodzenia po sklepach w ogóle na buty nie patrzę. 

A jak Wy sobie radzicie z emocjonalnym kupowaniem? Potraficie kupić dwudziestą parę butów w przypływie chęci odreagowania emocji zakupami?

Pozdrawiam ciepło w samym środku długiego (I BARDZO CIEPŁEGO) weekendu!


Czytaj więcej ze strefy szafy: