jak znaleźć swój styl, jeśli nie wie się nic

Dziś zaległy tekst ze strefy szafy, środowy. Powietrze zeszło ze mnie w piątek i już dziś na spokojnie, mogę zabrać się za pisanie. Jutro post o różnych smoothie, które z Pawłem robimy w ilościach hurtowych, a dziś o szafie znowu.

Co zrobić jeśli nie wiesz jaki chciałabyś mieć styl, a każde Twoje ubranie jest z innej bajki? W większości kupowane z pobudek emocjonalnych, spontanicznych, nieprzemyślane, niczyje (done that, been there). W niczym nie czujesz się jak Ty.

No więc czasem wystarczy po prostu pomyśleć nad tym jak chce się ubierać, odkryć swój signature look i po prostu zacząć rewolucję w szafie. Skończyć z kupowaniem emocjonalnym i zacząć kupowanie przemyślane. Tak było w moim przypadku. Musiałam sobie uświadomić, jaki mam styl. Odrzucić podarki od mamy i pań w sklepach. Stać się stanowcza. Wcześniej nie potrafiłam tego stylu określić, zdefiniować. I kiedy zaczęłam o tym myśleć i czytać, odpowiedź przyszła sama, z całą pewnością. Opisałam Wam ten mój styl w dwóch ostatnich postach dotyczących szafy, a więc nie powtarzam się, przechodzę do meritum. 

Zanim przystąpicie do szukania własnego stylu, po prostu pomyślcie i nie zrażajcie się, jeśli nie znacie odpowiedzi w pierwszej chwili. Przejrzyjcie szafę, zastanówcie się, co Wam się najlepiej nosi i czy to odpowiada Waszemu gustowi, czy właśnie tak chcecie wyglądać.

Jeśli wciąż po tych rozmyślaniach nie będziecie wiedzieć, oznacza to, że stylu nie musicie odkryć, ale stworzyć od zera. 

Przed rozpoczęciem procesu, wybierzcie z szafy rzeczy, które kochacie bezgranicznie i czujecie się w nich dobrze. Podskórnie wiecie, że mają coś wspólnego z Waszym przyszłym stylem. Może ich być bardzo niewiele, ale dzięki nim będziecie miały wokół czego budować własny styl. Jeśli nie macie takich rzeczy wcale, spokojnie, poradzimy sobie bez nich.

1. Zainspiruj się

Pierwszym krokiem jest zawsze inspiracja. Można zainspirować się stylem konkretnej osoby (np. jakiejś aktorki, znanej modelki, czy postaci serialowej), ale trzeba pamiętać, że styl tej osoby musi być dopasowany do naszego stylu życia, o czym będę pisać w następną środę szeroko i kompleksowo. Dla szybkiego przykładu, pokażę Wam styl Claire Underwood z serialu House of Cards. To jak dla mnie ideał eleganckiej, biurowej odsłony minimalizmu (i moje kolory! <3). Claire jest bezbłędna. Jest to typowo biurowy, elegancki styl, a więc inspirowanie się nim ma sens tylko wtedy, kiedy częścią naszego życia jest praca w biurze.

źródła: góra: 1, 2, 3, 4, 5 (poniżej), 6; dół: 1, 2, 3, 4

źródła: góra: 1, 2, 3, 4, 5 (poniżej), 6; dół: 1, 2, 3, 4

Jeśli pracujemy w mniej formalnych warunkach, lub po prostu w domu, taki styl jest nam niepotrzebny w codziennym życiu. Żeby znaleźć przykład kobiety, której styl życia jest bliższy Waszemu, pomyślcie o kobietach, które podziwiacie, które całościowo zachwycają Was tym, co na sobie noszą. To nie muszą być znane całemu światu aktorki. To mogą być osoby z Waszego najbliższego otoczenia. 

Można też inspirować się po prostu różnymi ubraniami na różnych osobach. Idealnym do tego narzędziem jest bez wątpienia Pinterest, gdzie można tworzyć moodboardy, zestawiać ze sobą różne ubrania, pracować nad kolorami. Ale tak naprawdę najfajniej jest tworzyć takie moodboardy w programie graficznym, żeby opisy zdjęć nie rozpraszały. Można też tworzyć moodboardy w realu, drukować zdjęcia, składać ze sobą. Z tym jest naprawdę dużo zabawy, ale jeśli jesteście naprawdę zdeterminowane, "realny moodboard" sprawdzi się najlepiej. Zdjęcia nie muszą dotyczyć tylko ubrań. Mogą przedstawiać połączenia kolorystyczne, łączenia faktur, nastroje, klimaty, miejsca, naturę. 

2. Stwórz siebie samą

Pomyśl o tym, co chcesz żeby Twój styl odzwierciedlał, jakie cechy powinien mieć. Czy ma to być coś kobiecego, czy bardziej męskiego, coś okrągłego, czy kanciastego, coś błyszczącego, czy coś matowego, coś jasnego, czy ciemnego, coś krzykliwego czy stonowanego. Odnieś to do siebie. Oczywiście Twój styl nie musi koniecznie odzwierciedlać cech Twojego charakteru, ale jakieś cechy mieć będzie. Warto pomyśleć, jakie chciałabyś mu nadać.

3. Analiza kolorystyczna inaczej niż zwykle

Znajdź swoje kolory. Zgłębiając ten temat, po kilku nieudanych próbach wpasowania się w jeden z dwunastu typów kolorystycznych znalazłam dwie rewolucyjne informacje. Po pierwsze w analizie nie chodzi o to, żeby patrząc na swoje atrybuty wpasować się w jakiś typ, ale o to, żeby po przystawieniu do twarzy specjalnych chust z 12 palet, stwierdzić, którym typem jesteśmy. Dopiero to jest w stanie określić nasz typ. Na sucho, teoretyzując, nie damy rady tego zrobić. Musimy sprawdzić jak dany kolor wpływa na nasze oblicze. 

No i jeszcze jedno — sekret całej analizy kolorystycznej, doboru odcieni tkwi w tym, żeby nosić dokładnie te odcienie, jakie są namalowane na naszym ciele. Chodzi o zabarwienie skóry, ust, kolor oczu, oprawę oczu. Jesień ma nosić ciepłe odcienie, bo jej ciało ma żółty odcień. I chodzi o to, że kolory wystepujące w naszym "ubarwieniu" można pięknie wydobyć, podkreślić, łącząc je z takimi samymi odcieniami w ubraniu. Jeśli popatrzymy na to w ten sposób, będziemy w stanie kolorami podkreślać kolor własnych rumieńców i piegów. Grać czarną sukienką z czernią brwi, a złotem ze złotymi refleksami we włosach. Kiedy to odkryłam, zaczęłam patrzeć na analizę inaczej. Przestałam obsesyjnie chcieć poznać swój typ. Zawsze najbardziej skłaniałam się ku intensywnej jesieni, ale z moimi kruczoczarnymi brwiami to już sama nie wiem. Czułam się jak mieszaniec. A potem popatrzyłam na to inaczej i teraz wiem, dlaczego w czarnym mi dobrze, choć nie powinno — bo to współgra z moimi brwiami. Oczywiście to o czym mówię nie będzie miało zastosowania w doborze odcienia niebieskiego, czy zielonego. Ale kolory neutralne wystarczy przyłożyć do skóry, oczu, ust i będziemy wiedzieć. Rozwiodę się nad tym w oddzielnym poście.

Jak już przerobicie te trzy punkty, warto zacząć zastanawiać się na bazą i signature lookiem. Nad tym, co chciałybyśmy nosić najczęściej i co mogłoby "tworzyć nas na co dzień", w czym czułybyśmy się wygodnie, ale bez kompromisu wyglądowego. Musimy połączyć wygodę z pięknem. Bo piękno bez wygody staje się brzydkie, niezdarne i pokraczne. A wygoda bez piękna same wiecie, jaka jest.

Mam nadzieję, że przydałam Wam się dzisiaj chociaż trochę, bo ostatnio, czułam się, przyznaję, dość bezużyteczna. Dajcie znać. 

Pozdrawiam ciepło :)


Czytaj więcej ze strefy szafy: