joga. wywiad z Agatą Ucińską

Uf, nareszcie. 

Z Agą na wywiad spotkałyśmy się pierwszy raz rok temu. Był sierpień, a ja zebrałam się na odwagę, żeby do Agi napisać i zaproponować rozmowę okraszoną zdjęciami. Pierwsze spotkanie (godzina 5:00, park Arkadia) wypełniły nienagrywane słowa, zdjęcia i spacery po parku. Już wtedy czas razem rozciągał nam się niemożliwie. Przegadałyśmy milion godzin i zrobiłyśmy milion zdjęć, które mieliście okazję oglądać na moich i agowych instagramach i fejsbukach.  Potem spotkałyśmy się znowu, znowu zrobiłyśmy milion zdjęć i usiadłyśmy na kawę na "właściwy wywiad". Gadałyśmy bardzo długo i wchodziłyśmy bardzo głęboko w poruszane tematy. Na tyle głęboko, że później bardzo trudno było mi wyłuskać esencję naszych rozmów i złożyć z tego sensowny wywiad.

Następne spotkanie było już całkiem prywatno-koleżeńskie, aż w końcu stałyśmy się sobie bardzo bliskie :) I tak już jest do dziś. 


KW: Czym jest dla Ciebie joga, co Ci daje i czego uczy? Co jest w jodze dla Ciebie najważniejsze?

AU: Joga jest dla mnie całościowym systemem, który poprawia jakość życia. Konsekwentna praktyka zmienia nawyki, potrzeby i spojrzenie na świat. Joga uczy koncentracji, lepszego kontaktu ze sobą i swoimi emocjami, świadomości i obserwacji ciała i umysłu. Joga w ogóle opiera się na połączeniu ciała z umysłem.

KW: Na samym początku, żeby usystematyzować, chciałabym wymienić style jogi i pobieżnie je scharakteryzować, w odniesieniu do tradycji, żeby każdy, widząc szyld hatha joga, wiedział mniej więcej, z czym ma do czynienia.

AU: Patrzę na jogę bardzo całościowo. Hatha joga to praktyka asan i jest to tylko część całości.

Na jogę ogólnie składa się 8 stopni: yamy, niyamy (czyli zasady postępowania), asana (pozycje), pranayama (oddech), pratyahara (dyscyplina umysłowa), dharana (koncentracja), dhyana (medytacja), samadhi (oświecenie). Ta klasyfikacja pochodzi od Patandżalego, który samym asanom, czyli pozycjom, w swoim traktacie na temat jogi Jogasutry poświęcił dość mało uwagi. Z założenia praktyka asan ma po prostu przygotować Cię do długich godzin spędzonych w medytacji. W Indiach spotkałam nauczycieli jogi, którzy nie praktykują intensywnie asan, ale potrafią siedzieć długo w pozycji lotosu  i medytować.

Tak więc praca z ciałem jest w jodze w pewnym sensie podstawą, bo joga wychodzi z założenia, że ciało jako coś namacalnego, fizycznego, jest najłatwiejsze do zmiany na początku.

Style jogi - jakie znamy współcześnie -  można powiedzieć, że są odnogami hatha jogi. W Indiach znajdziesz wielu nauczycieli hatha jogi, którzy nie uczą w żadnym konkretnym stylu, a po prostu uczą asan, czyli pozycji. Te wszystkie style powstały w ciągu ostatnich stu lat, a więc jest to jest dość nowa rzecz.  Zaczęło się to między innymi od Krishnamacharyi z Mysore w południowych Indiach, którego uczniowie poszli w swojej praktyce w zupełnie inne strony, tworząc współczesne style jogi. Na Zachodzie joga przeszła kolejne ewolucje.

Najbardziej znane style jogi to:

Asthanga — jogą sekwencyjną. Mamy kilka serii, zawsze ćwiczy się asany w odpowiedniej kolejności, ruch jest powiązany z oddechem. Bardzo ważne są tutaj także: punkt skupienia wzroku i  rozgrzewający oddech ujjayi.

Vinyasa — styl kreatywny, w którym nauczyciel dowolnie układa sekwencje i który opiera się na płynnym przechodzeniu między asanami.

Joga Iyengara to praktyka asan z różnymi pomocami — klockami, paskami, workami. Dążymy tutaj do osiągnięcia perfekcji w wykonywanych pozycjach.

Stylów w jodze jest oczywiście więcej: Kundalini, Sivananda, a także współczesne pomysły jak power joga, aerial joga czy acro joga. Nie sposób o nich wszystkich krótko opowiedzieć.

KW: Czy joga ma coś wspólnego z religią i czy można ćwiczyć jogę, pomijając jej duchowy aspekt? Co sądzisz o tym, że zachód oddzielna asany od reszty, że traktuje jogę często jak fitness? Dobrze, bo propaguje ruch, a ruch to ogólnie dobro, czy źle, bo odcina się od tradycji i innych elementów jogi (joga nie równa się przecież asany), które powinny być nierozłączne? Na Twoim blogu przeczytałam, że w Indiach to wcale nie jest zawsze nierozłączne, że bywa różnie.  Czy mogę Cię prosić o rozwinięcie?

AU: Ciężko to uogólnić. W Indiach spotkałam nauczycieli, którzy podchodzą do jogi na zasadzie “bierz z tego, co chcesz”. Jeden z nich rzucił pracę w korporacji w Indiach, żeby studiować tradycyjną jogę, wszedł w bardzo mocną praktykę, dużo medytował, robił oczyszczania jelit, nosa, itd. i on też nam zawsze powtarzał “zacznij od tego, co chcesz”, rób to, na co jesteś gotowy. Hindusi są z natury bardzo holistyczni, u nich tego nie da się tak do końca rozdzielić, to my na zachodzie wszystko chcemy rozgraniczyć, poszufladkować, oni patrzą na to inaczej.

Wielu ludzi w Polsce boi się powiązania jogi z religią. To błędne rozumowanie, bo joga nie jest powiązana z religią, a z filozofią. Można jak najbardziej odciąć ten aspekt filozoficzny i po prostu ćwiczyć asany, skupiając się tylko na ciele. Przyniesie to na pewno korzyści zdrowotne. Są nauczyciele, którzy uczą filozofii jogi, przekazując tym samym swój cały światopogląd, ale są też tacy, którzy tego nie robią. Joga jest bardzo egalitarna, każdy może stosować ją wg swoich potrzeb, choć na pewno warto poznać jej filozofię i tradycję - jest tam zawarta uniwersalna mądrość i wartości. Ja sama z jednej strony nie lubię wartościowania w rodzaju “joga jest lepsza od fitnessu”, a z drugiej strony uważam, że upraszczanie jogi tylko i wyłącznie do asan może być zgubne, bo trzeba pamiętać, że celem jogi nie jest wzmocnienie konkretnej partii mięśniowej, ani szukanie idealnej formuły na perfekcyjną pozycję. Joga jest po to, żeby pomóc Ci radzić sobie ze stresem, poprawić świadomość ciała i uspokoić umysł. Jeżeli nie interesuje nas filozofia jogi i jej kontekst to warto przynajmniej pamiętać o oddechu i uważności w trakcie praktyki. Wtedy mamy szansę na jeszcze więcej korzyści niż tylko wysportowane ciało.

KW: Napisałaś na blogu, że omijasz lotosy, bo cenisz zdrowie kolan.  Jak to jest z tym lotosem? Zdrowy? Niezdrowy? Czy to kwestia nieprzystosowania do niego Europejczyków, czy warto się uprzeć i rozszerzać aż tak mobilność stawów biodrowych, żeby jednak go zrobić? Jeśli tak, to po co? Czy to ma dobry wpływ na zdrowie stawów?

AU:  Omijałam pozycję lotosu kiedy nie byłam na nie gotowa. Trzeba być świadomym, że do wykonania lotosu potrzebne są otwarte biodra i okolice bioder. U niektórych przychodzi to szybko, a u innych może zająć całe lata.  Robiąc lotos, uważnie słucham odczuć, płynących z kolan. Jeżeli jest tam jakiekolwiek napięcie, nie robię pozycji. Są osoby, które z natury mają otwarte biodra i wtedy lotos nie stanowi żadnego problemu. Trzeba też pamiętać, że jeśli uda Ci się zrobić lotos lub szpagat jednego dnia, to to nie oznacza, że za tydzień lub dwa znów na pewno będziesz mogła. Ciała trzeba słuchać na bieżąco.

Poza tym jak spojrzymy na jogę holistycznie, jako na coś, co ma relaksować, uczyć koncentracji, spokoju ducha, to nie ma znaczenia, który wariant pozycji robimy. Ważny jest sam ruch, sama praktyka, na bieżąco dostosowywana do własnych potrzeb. Polecam także komunikację z nauczycielami. Jeśli nauczyciel za bardzo zachęca, a Ty czujesz, że nie chcesz wchodzić głębiej w daną pozycję, lub w ogóle nie chcesz jej robić, zaufaj swoim odczuciom. Warto mówić o swoich odczuciach nauczycielowi. Poza tym trzeba brać odpowiedzialność za swoją praktykę, i tu również ważne jest podejście nauczyciela. Praktyka nie ma być ślepym podążaniem za guru, ale procesem usamodzielniania, uniezależniania się od pomocy nauczyciela, bo pamiętajmy, że nauczyciel nigdy nie siedzi w Twoim ciele i nigdy nie będzie wiedział, co się w Tobie dzieje tak dobrze, jak Ty.

KW: Jaki masz stosunek do mocnego rozciągania w jodze, dochodzenia do końca zakresów  w ciele. Czy uważasz, że każdy jogin powinien dążyć do wykonania trudnych, skrajnych pozycji, czy może zatrzymanie się w niewielkim zakresie np. wygięcia jest lepszym rozwiązaniem?

AU: Jest takie powiedzenie w jodze, (z którym ja się akurat nie zgadzam) że pozycje, których nie lubisz, są prawdopodobnie tymi, których najbardziej potrzebujesz. Czyli dyskomfort jest dobry, bo oznacza rozwój. Według mnie nie do końca tak jest. Jeżeli czuję się źle w jakiejś pozycji na jodze, to nie robię jej. Jeżeli to odczucie się powtarza, to pracuję nad słabymi stronami, ale w innych, łatwiejszych pozycjach, albo idę do fizjoterapeuty, żeby rozwiązać przyczynę problemu.

Nie polecam również rozciągania na maksa, ale tak na 70%. Ciało, kiedy sobie nie radzi, tworzy kompensacje, więc takim rozciąganiem możemy wyrządzić sobie krzywdę. Oddech w pozycjach powinien być zawsze swobodny, a ból w trakcie praktyki nigdy nie jest dobrym znakiem.

Musimy tutaj też wziąć pod uwagę czynnik kulturowy. Być może indyjski pustelnik chce rozwijać się przez ból, bardzo mocną praktykę i dyscyplinę. Natomiast moim zdaniem większość ludzi na zachodzie ma tak wysoki poziom stresu i napięcia w ciele, że dużo bardziej potrzeba im miękkości, odpuszczania, relaksu, rozluźnienia, niż dowalania sobie mocną praktyką (chodzi o podejście do praktyki, a nie jej intensywność). Zazwyczaj mamy problem z perfekcjonizmem, nie potrafimy być dla siebie dobrzy.

Rozumiem, że są momenty w życiu, kiedy potrzebujemy ascetycznej, mocniejszej praktyki i są ludzie, którym to dobrze zrobi. Natomiast trzeba być bardzo świadomym, podejmując taką praktykę i wiedzieć, czy robisz sobie nią dobrze, czy jest to już jakaś forma autoagresji.

Ja jako nauczycielka jogi jestem zwolenniczką dawania ludziom przestrzeni, żeby poczuli się lepiej, zrelaksowali się, bo rozluźniony człowiek zaczyna się inaczej zachowywać. Zrelaksowani potrafimy osiągnąć “blissful state” - stan błogości, koncentracji na tu i teraz, wdzięczności za to co mamy i wyrozumiałości dla innych.

KW: To jak już jesteśmy przy “blissful state”, możemy od razu przejść do Tary Stiles, która, jak by nie patrzeć, wzbudza kontrowersje. To pierwsza joginka, którą oglądałam na youtubie. Podobało mi się jej podejście do jogi i życia, jej styl ćwiczenia, w którym mówi o niesiłowaniu, “easiness”, o ruszaniu się tak jak czujesz i omijaniu ruchów, w których na dany moment czujesz się źle. I o tym, że joga to nic innego jak podróż w głąb siebie. Klasyczna Ashtanga kojarzy mi się z automatycznością, każdy robi tak samo, ruch wygląda tak samo, a tutaj - każdy wygląda inaczej w ruchu, tak jakby ten ruch wyrażał wnętrze. Tara nazywana jest Yoga Rebel i namawia, żeby tworzyć własne zasady gry. Czy to wszystko nie sprawia, że idea czystej jogi się zatraca? Joga to przecież nie tylko asany, a cały system filozoficzno-duchowy, o którym Tara oczywiście też mówi, ale trochę inaczej ubiera go w słowa.  Jak to czujesz?

AU: Patrząc na to, co się teraz dzieje w świecie jogi, Tara nie wydaje się już być specjalnie kontrowersyjna ;)  Ale żeby odpowiedzieć, najpierw opowiem trochę o samej Tarze i o systemie, który stworzyła razem z mężem.

Tara Stiles jako dziecko uwielbiała chodzić po lasach i przebywać w silnym kontakcie z naturą. Mówi o tych doświadczeniach jako o niewymuszonym, naturalnym stanie medytacji. Potem jako nastolatka trenowała balet, w końcu została modelką. Mike, jej mąż, studiował medycynę ciała i umysłu oraz psychologię na Harvardzie i Oxfordzie, oraz trenował tai chi. Razem szukali formuły praktyki jogi, która byłaby jak najbardziej przystępna dla ludzi, których z jakichś powodów tradycyjna joga onieśmiela lub źle się po niej czują (tak, tacy ludzie istnieją ;)). Na drodze swoich doświadczeń, używając języka pozycji jogi, Mike i Tara stworzyli Strala jogę, która polega na uczeniu ruchu, którego koncepcja pochodzi z tai chi, zamiast samych pozycji. Jest to bardzo usystematyzowany styl. Nauczyciel ma w tam bardzo specyficzną rolę — jest przewodnikiem (ang. guide), nie kontroluje, prowadzi.

Sekwencje w Strali są specyficzne, inspirowane naturą, ruchem wody. Tara i Mike wyszli z założenia, że ruch nigdy nie wynika z tego, że stoisz sztywno i nagle ruszasz się do przodu, tylko ciało cały czas płynie, napędza się samo. Mówią, że uczą trudnych ruchów wykonywanych z łatwością — “hard moves in easy going way”. Inspirują ich zwierzęta, które nie robią brzuszków i nie kombinują, jak zrobić ruch w najtrudniejszy, najprecyzyjniejszy możliwy sposób, a szukają najłatwiejszego, naturalnego sposobu poruszania się. W Strali możesz delikatnie poruszać się w każdej pozycji, eksplorować ją. Ten subtelny ruch wymusza aktywizację mięśni głębokich i sprawia, że nigdy nie zawieszasz się na biernych strukturach, a pozostajesz stale aktywna. Cała ta filozofia ruchu w Strali przekłada się na życie. Przeciwieństwem Strali jest “no pain, no gain”. To nie jest tak, że musimy cierpieć, żeby za jakiś czas osiągnąć sukces, bo takie podejście prowadzi do wypalenia. Wprost przeciwnie, chodzi o to, żeby uczyć się czerpać radość z drogi, jaką jest praktyka. Nie da się tego zrobić bez lekkości i umiejętności celebrowania każdej chwili. Praktykowanie z myślą “muszę to przetrwać, muszę to przetrwać” vs praktykowanie z radością to dwie zupełnie inne energie życiowe.

Na zajęciach Strali nie używa się sanskrytu, prowadzący celowo odcinają się od wschodniej duchowości i ezoteryki. Głównie dlatego, żeby nie onieśmielać ludzi i pokazać, że joga może być czymś naturalnie wplecionym w nasze życie, a  nie egzotycznym. Nie potrzebujemy artefaktów i mówienia o duchowości, żeby przeżyć duchowe doświadczenie.  W tle słyszymy współczesną muzykę, która, zależnie od sekwencji, jest bardziej lub mniej energetyczna. Istnieje kilka rodzajów zajęć — strong, energize, relax i gentle.

W Strali chodzi o szukanie wygody i lekkości (ang. ease). Nie ma jednego określonego sposobu poruszania się. Nie ma też wartościowania — jeżeli nie lubisz psów z głową w dół, możesz zostać na czworaka.

KW: Ale celem jest, gdzieś tam na końcu, stanie w psie z piętami przy ziemi?

AU: Nie, nie ma takich celów.

KW: OK, ale czy to nie jest tak, że skoro nie ma takiego celu, to nigdy nie rozciągnie Ci się ta tylna taśma?

AU: Celem Strali nie jest rozciąganie nóg. Te rzeczy dzieją się przy okazji, bo to wszystko jest stretching dynamiczny. Siłą rzeczy, zakresy Ci się powiększą. Po prostu nie ma czegoś takiego, że musisz dążyć do idealnej pozycji. Celem jest ruch, w którym dobrze się czujesz, bo to ten stan dobrego samopoczucia w ruchu uruchamia tzw. relaxation response. I wtedy się prawdziwie relaksujesz. Z kolei dążenie do perfekcyjnej pozycji generuje dużo napięcia. A w Strali nie masz sztywnego celu, po prostu się ruszasz, płyniesz, więc prawdopodobnie prędzej czy później wyprostujesz te nogi.

Istnieją style jogi, w których przekraczasz ograniczenia, przekraczasz ból. Ale to po prostu nie jest droga Tary, bo jej celem jest to, żeby ludzie czuli się lepiej. Jest to bardzo spójne z moim celem i moją drogą w jodze.

KW: A jak w ogóle trafiłaś na Stralę?

AU: Dwa lata temu zrobiłam kurs Strala Guide. Na początku zrobiłam go z ciekawości, podobało mi się wyluzowane podejście Tary, które bardzo przypominało mi podejście mojej nauczycielki z Indii Karoliny Krawczyk Sharmy, która, mając ogromną wiedzę i szacunek do tradycji, cały czas poszukuje i eksperymentuje. Prowadzi genialne zajęcia Vinyasy Flow.  Vinyasa jest bardzo dowolna i dużo zależy od nauczyciela, natomiast Strala jest bardziej ustrukturyzowana.

Moja historia jest taka, że kiedy już byłam instruktorką jogi, okazało się, że mam bardzo dużo napięcia w ciele, bo tak właśnie moje ciało reaguje na stres. Joga nastawiona na precyzję, która podkręca perfekcjonizm w dążeniu do idealnej asany, generowała dużo napięć. Do tego wszystkiego trenowałam pole dance, który również spina ciało. Zwykła joga nie była w stanie mnie rozluźnić. Fizjoterapeuci polecili mi zajęcia tańca, zalecili szukania miękkiego ruch, który powoduje rozluźnienie. I wtedy wróciłam myślami do Strali, bo to najbardziej luzacka joga, jaką znam. Dużo o niej myślałam, zaczęłam praktykować w ten sposób. W międzyczasie dostałam propozycję prowadzenia Strali w klubie Fitology. Pojechałam kształcić się pod okiem Tary i Mike’a drugi raz. Myślę, że zrozumienie tego systemu zajęło mi sporo czasu. Na pierwszych zajęciach u Tary zachowywałam się co najmniej jakbym zdawała egzamin z dokładności wykonywania asan (śmiech). Oj jak daleko byłam od istoty tej metody! Na szczęście po czasie, wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Zobaczyłam ile daje mi ta praktyka, a także ile daje moim uczniom.

KW: Od niedawna prowadzisz swoje autorskie zajęcia jogi w Warszawie. Opowiedz o nich coś więcej i powiedz, jak się można na nie zapisać.

AU: Prowadzę zajęcia jogi flow. To po prostu Vinyasa Flow, w której da się odczuć ducha Strali. :) Na tych zajęciach chcę się dzielić wszystkim czego do tej pory nauczyłam się o jodze i ruchu. Wszystkie szczegóły organizacyjne można znaleźć na moim blogu: 

http://poczujsielepiej.pl/zajecia-i-warsztaty/.

Kasia4 Comments