każda góra do każdego dołu

Idealna garderoba to w moim pojęciu taka, w której wszystko pasuje do wszystkiego - każdy dół do każdej góry. Taką garderobę można wyciskać na maksa, to znaczy nosić wszystkie możliwe kombinacje gór i dołów, wyglądając przy tym codziennie inaczej, ale też codziennie konsekwentnie, czyli stylowo, w moim pojęciu. Mam potrzebę uniwersalności butów, torebek, czapek, szalików, płaszczy. Nie chcę mieć pięciu par butów na każdy sezon. Chcę mieć jedne, które pasują do wszystkiego. 

Jeśli właśnie sobie pomyślałaś, że jestem najnudniejszą osobą na świecie, uciekaj, nie czytaj dalej. Będzie jeszcze nudniej.

Wasz odzew pod fejsbukowym krótkim postem o “wyciskaniu szafy”, był całkiem spory, więc postanowiłam szybko wziąć się do roboty i przedstawić Wam założenie mojego systemu, żebyście mogły spróbować rozpocząć z nim jesień. Zamiast codziennie robić sobie zdjęcia, co mi w sierpniu spektakularnie nie wyszło, postanowiłam zrobić je raz, w niedzielę, na cały tydzień.

W kilku słowach może jeszcze o tym, co mnie podkusiło. Jestem osobą, która często popada w monotematyczność. Ulubiony sweter i ulubione spodnie mogłabym nosić codziennie. Reszta ubrań kiśnie w czeluściach szafy, a ja międlę codziennie te same dżinsy i dwa sweterki/dwie bluzki na zmianę. Poczułam potrzebę po pierwsze zminimalizowania ilości rzeczy w szafie, po drugie sprawienia, żeby każda rzecz odzwierciedlała w 100 % mój styl i pasowała do reszty; i po trzecie spróbowania większej ilości kombinacji ubrań, które już mam. Właściwie to, pomyślałam sobie, chciałabym móc wyciągnąć jakiekolwiek spodnie/spódnicę z szafy, dobrać do tego jakąkolwiek bluzkę/koszulę/sweter i wyjść. I żeby to grało. Wywaliłam z szafy kilka starych akrylowych sweterków i znoszone bluzki, dokupiłam to, czego potrzebowałam i obmyśliłam plan. To nie będzie klasyczny capsule wardrobe. Jeśli interesuje Was klasyczne wydanie capsule wardrobe, odsyłam do Kasi z Simplicite: Kasia robi to cudownie, jest mega konsekwentna i inspirująca.

Ja postanowiłam ugryźć temat trochę inaczej, może dla niektórych trochę nudniej, ale dla mnie - prościej i wygodniej.

Oczywiście, system sprawdzi się idealnie tylko jeśli mamy przemyślaną garderobę w jednym stylu i w jakiejś określonej kolorystyce. Ale też będzie świetnym testem tego, czy nasze ubrania naprawdę do siebie pasują. I świetną drogą do poznania własnej szafy i do jej zmiany na lepsze. 

To co zrobię będzie odpowiednie dla osób pracujących w biurze bez sztywnego dresscodu, albo dla freelancerów.

Zanim jednak do outfitów, wyjaśnijmy sobie zasady systemu. 

1. Mamy początek jesieni więc na niej się skupmy. Wszystkie typowo letnie ubrania, których na pewno nie wykorzystamy przez najbliższe miesiące powinny wylądować gdzieś poza naszym zasięgiem w szafie (najlepiej włożyć je do jakiegoś kartonu, albo na najwyższą/najniższą półkę, tam gdzie nie będą przeszkadzać). Ja jestem właśnie dzisiaj świeżo po takich porządkach. 

Jesienną selekcję najlepiej wyłożyć gdzieś na podłogę i zastanowić się nad tym, jakie mamy w szafie góry i jakie mały doły. Chodzi o wypisanie wszystkich możliwości. 

U mnie jest tak:

Doły: dopasowane dżinsy/spodnie niedżinsowe, dopasowane spódnice, spodnie w kant (w mniejszości, bo tylko jedne),

Góry: sweter wkładany przez głowę, bluzka plus sweter rozpinany, koszula+marynarka, bluzka+marynarka

+ kilka sukienek jesiennych

Nie noszę żadnych szalów, chust, pasków, dodatków. Ani jesienią, ani nie jesienią :)

2. Każda pora roku oprócz lata to dla mnie jeden płaszcz/kurtka, jedne buty, jedna torebka. Mniej więcej, bo są jeszcze trampki, które są na lato i wiosnę i stanowią dodatek, bo chodzę w nich rzadko. Są też szpilki, które wkładam 2 razy w roku. Ale jeśli chodzi o podstawowe buty na każdy sezon, w których chodzę praktycznie codziennie - mam jedną parę. Jesienne okrycia wierzchnie noszę już teraz, bo już teraz mi zimno (jesienne płaszczę noszę mniej więcej w przedziale temperatur: 5-15 stopni). Zimniej to wiadomo, zima, a cieplej wiosna (tutaj sprawdza mi się kurtka skórzana, lub ewentualnie lekki płaszcz, u mnie dresowy). Wy możecie mieć inaczej, ja jestem ultrazmarzluchem.

Jesienią noszę wełniany płaszcz, buty na koturnach, które rewelacyjnie izolują zimno bijące od ziemi, ciepły szalik, ciepłą czapkę i rękawiczki (szalik czapka i rękawiczki są uniwersalne i bardzo ciepłe - do użycia też zimą, bo jesienią marznę mocno) O idealnej czapce, szaliku i płaszczu będę pisać niedługo.

3. Działamy w trybie miesięcznym. Na pierwszy tydzień wybieramy dwa doły, dwie góry i jedną sukienkę.

Mój I tydzień:

Poniedziałek to góra nr 1 plus dół nr 1; czyli dżinsy + bawełniana marynarka i koszula. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wtorek to góra nr 2 plus dół nr 1; czyli te same dżinsy co w poniedziałek i sweterek. Prościej, wygodniej i lepiej się nie da.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Środa: góra nr 1 plus dół nr 2. Koszule włożyłam w spodnie, co delikatnie zmienia całość. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czwartek: góra nr 2 plus dół nr 2. Takie zestawienia uwielbiam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Piątek: sukienka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W drugim tygogniu wybiorę dwa kolejne doły i dwie kolejne góry. A w trzecim i w czwartym wszystko razem wymieszam. Doły z pierwszego z górami z drugiego i na odwrót. W trzecim tygodniu powtórzę sukienkę w pierwszego, w czwartym z drugiego. Zobaczymy razem, czy to zadziała. 

4. Ubrania weekendowe dobieram w zależności od okoliczności. Zdarza mi się w weekendy siedzieć w bluzie i dresach od rana do nocy, bo pracuję/relaksuję się/sprzątam. A jak trzeba gdzieś wyjść to dobieram odpowiednie ubrania, najczęściej wkładam po prostu którąś z tygodniowych kombinacji. Weekendu nie da się przewidzieć (przynajmniej u mnie), więc nie wliczam go do rozpiski. 

Zrobiłam Wam dzisiaj zdjęcia rzeczy, które zamierzam nosić w następny tygodniu. Wybaczcie czapkę i czasem szalik - było zimno, a ja uparłam się, że zrobimy zdjęcia na zewnątrz. 

Próbujecie ze mną? Od jutra?


Czytaj więcej ze strefy szafy:

strefa szafyKasia26 Comments