KGKD 7

Pierwszy raz w życiu od kilku miesięcy mam tak, że chciałabym wydłużyć dobę, że czasem chciałabym zniknąć, bo przerastają mnie rzeczy do zrobienia. Z jednej strony to cudownie, bo wiem gdzie idę, obrałam kierunek, coraz jaśniej widzę, czego chcę od życia. Z drugiej - po prostu, po ludzku, fizycznie mi ciężko. Bo rozkręcam KAVO, bo pracuję jako fotograf i ciągnę etat.

Nie mam kiedy odwiedzić rodziców, co mnie bardzo boli. Nie mam wolnego. Weekendy są od odsypiania i pracowania dalej. Czasem czuję się jak schwytana w pułapkę mysz. Albo jak odwrócony do góry nogami żuczek. Ale to temat na inny post, o ile w ogóle Was to interesuje.

Czuję, że zaniedbuję bloga. Chciałabym pisać więcej i LEPIEJ, mam mnóstwo pomysłów i wiem, jak chciałabym o nich napisać, jak je przedstawić. Ale brakuje mi czasu. Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni. Kilka odważnych decyzji przede mną. 

I nie, nie użalam się teraz nad sobą. Jestem przeszcześliwa, że jest jak jest. Bo widzę światełko, bo nie zaległam w bezpiecznym korpo, bo wiem, gdzie idę i kocham to, co robię (oprócz etatu).


W poprzednim tygodniu złamałam zasady KGKD, pisałam Wam o tym na fejsie. Po prostu nie zorganizowałam się na tyle dobrze, żeby mieć przygotowaną, wyprasowaną koszulę na czwartek. Nie mówiąc już o upranym swetrze. Co zrobiłam? Zgodnie ze swoją naturą, narzuciłam na siebie ulubione typy ubrań - duży sweter i rurki. Sweter kupiłam niedawno w H&M i miałam zacząć go nosić dopiero w KGKD zimowym, czyli za półtora miesiąca. Jak widać, nie wytrzymałam. To mieszanka wełny, alpaki, bawełny, poliamidu i wiskozy. Skład mnie nie powalił, ale przynajmniej nie było w nim akrylu. Tak czy inaczej, sweter po kilku razach zaczął się lekko mechacić, więc... no cóż. Od dawna szukałam takiego swetra z wełny, ale .... doszłam do wniosku, że, żeby taki mieć, muszę go chyba w końcu zrobić sama. Poszukiwania mnie tak zmęczyły i wkurzyły, że postanowiłam w przyszłość stworzyć KAVO knitwear ;) 

I tak w czwartek i w piątek. Musicie mi wybaczyć. Poniżej wstawiam Wam zdjęcia tego, jak powinno to wyglądać i tego, jak wyglądało w rzeczywistości.

Poniedziałek, wtorek i środa szły pięknie, zgodnie z założeniami. Góry z pierwszego tygodnia (kgkd 5) i doły z drugiego (kgkd 6), z ta jedną różnicą, że zmieniłam bluzkę pod swetrem, tak dla urozmaicenia.

W środę postanowiłam założyć sukienkę z poprzedniego tygodnia KGKD:

Czwartek i piątek powinny były wyglądać tak:

A wyglądały tak:

Sobotę i niedzielę również spędziłam w nowonabytym swetrze. KGKD to mój ratunek przed monotematycznością, przed noszeniem wciąż tego samego. Bardzo ten system polecam, jeśli też macie takie tendencje.

Ten tydzień unaocznił mi bardzo dokładnie, co daje mi KGKD i dlaczego to naprawdę fajna sprawa. Napiszę o tym oddzielny tekst, bo póki co, padam na twarz.

Dobranoc :*

PS Dzięki, że jesteście!


Czytaj więcej ze strefy szafy:

strefa szafyKasia4 Comments