kobieta

Najpierw byłam chuda jak patyk. Miałam cienkie gładkie proste włosy, oliwkową skórę i wąskie biodra. Twarz dziecka ładna, skóra jak porcelana, upstrzona tylko tu i tam piegami o wyraźnych konturach. Kończyny jak patyki, małe stopy, równy uroczy uśmiech, wysportowane drobne ciało.

//wszystko musiało do siebie pasować, obrzucałam się kamykową i drewnianą biżuterią, wpinałam spinki we włosy. Kolory i fasony tęczy. Stroiłam się na potęgę.

Potem, jak każda dziewczyna, musiałam stać się kobietą i to nie był łatwy proces. Czułam się tak, jakby jakiś potwór wypychał mnie od środka w różnych miejscach. Najpierw biodra, potem ramiona, uda, plecy, twarz. Posypała mi się skóra. Biodra przestały być wąskie, włosy z prostych przemieniły się w loki o strukturze siana. Nałożyli mi aparat ortodontyczny.

N I E   Z N O S I Ł A M   S I Ę.

Z tej nienawiści prawie zostałam anorektyczką.

//szukałam. Płakałam.


Teraz jestem tu, mam 26 lat, jestem oblana bliznami potrądzikowymi, wymieszanymi z piegami, mam włosy znów bardziej proste niż kręcone i nie jest mnie ani za dużo, ani za mało. I są dni kiedy w lustrze widzę superlaskę, i są też takie, kiedy widzę tylko za szeroką twarz, pięć podbródków, cellulit i siano zamiast włosów. Ale to nie ma znaczenia.

Bo jestem już polubiona.

Zaakceptowana.

Ukochana.

Przez samą siebie.

Wiec mogę świecić środkiem.

I tego nam, wszystkim kobietom, życzę.

 

PS. // Szukam wciąż, ale wiem więcej.