kolory poranka i strach przed snem

czwartarano

Tak wygląda świat o 4 rano. Miasto. Miejskie światła pomieszane z domowymi i fioletowawy kolor powietrza. Jest wtedy cicho i smutno w miły dla duszy sposób. 

Czujesz ten klimat?

Wolałabym o tej porze wstawać, ale to zawsze przychodziło mi tak cholernie trudno.

Strach nr 1.

Uśmiejecie się. 

Chodzi o spanie. Spanie samej w pustym miejscu. I chodzi o noc, o stan ciemności. O 4 rano, gdy już świta i powietrze przybiera specyficzny kolor i zapach, nocy już nie ma, wtedy mogę spać. Światło daje mi poczucie bezpieczeństwa. Ale musi być naturalne, to domowe, żarówkowe, jakby nie działa.

Boję się sama spać. Od dziecka właściwie. Od zawsze. Mieszkałam w międzyczasie samasama i jakoś spałam, ale mieszkanie było malutkie i z łóżka widziałam drzwi wejściowe, nie było ukrytych miejsc, przestrzeni, które musiałabym przed snem sprawdzić. Widziałam drzwi. To pozwalało mi zasnąć.

Teraz mieszkanie jest większe i ciągle coś w nim gdzieś trzeszczy. Paweł jest prawie zawsze i wtedy jest dobrze, ale zdarza się, że go nie ma. Wtedy leżę zamknięta na milion spustów i słyszę dźwięki, które nie pozwalają mi odpłynąć. Po jakimś czasie prób, przestaję się łudzić. Zabijam czas do czwartej. O czwartej wszystko zaczyna magicznie jaśnieć i wtedy się kładę. Dobrze, że jest lato, myślę.

Wstaję o dziesiątej.

Dzień mi się przestawia.

Kiedyś, jak jeszcze mieszkałam w tym poprzednim małym mieszkaniu, już z Pawłem, zdarzył się straszny wypadek. O trzeciej w nocy obudził nas huk. Głośny i dziwny. Mieszkaliśmy na drugim piętrze, pod naszym mikrobalkonem sąsiedzi mieli wielki taras. I na ten właśnie taras spadł sąsiad z czwartego piętra. Twarzą do dołu. Skoczył. Przeżył, dowiedzieliśmy się później. My też przeżyliśmy. 

Huk, przeraźliwy krzyk dziewczyny, koleżanki sąsiada. 

Widok pogiętego ciała, a potem krew stojącą do końca zimy w formie wielkiej brunatnej kałuży. W mieszkaniu pod nami nikt nie mieszkał.

Szelest folii, którą ratownicy owijali ciało.

I to dziwne uczucie śmierci, obecnej tu i teraz. Na wyciągnięcie ręki.

Od tamtego czasu nawet nie próbuję sama zasnąć. Nie potrafię sprecyzować, czego się boję. Włamania? Czegoś, co mnie wybudzi i przez chwilę nie będę wiedziała, co się dzieje? Czegoś irracjonalnego w każdym razie.

Czy Ty też masz jakieś irracjonalne strachy?

Podobno bledną, jak się je wypowie na głos.


Czytaj więcej ze strefy ducha: