kraina czarów

Byłam w miejscu, w którym dzieją się czary. Nie wiem nawet, jak się nazywało, bo nie mam do tego pamięci.

Ludzie lubią nazywać, nalepiać metki. Na pewno ułatwia im to życie, strukturyzuje świat. To świerk, a to sosna. To Alpy, a ta ich część, dokładnie dotąd, Dolomity. Ja wolę patrzeć. I wdychać. Nazwy szybko wylatują mi z głowy. Nie czuję, że są mi niezbędne.

Wdycham zapachy i wyczuwam magiczność.

Tak więc było magicznie. Działy się cuda.

Najpierw słońce rozlało mi się na twarzy brązowymi plamkami. Mam je wypalone wszędzie, jedną przy drugiej. Trzecią na czwartej. Nos mi się zarumienił.

Potem pokryła mnie gęsta jak mleko mgła, a na włosy spadło milion białych puchatych kuleczek, które szybko znikały. Wtedy z lasu wyleciały śpiewające ptaki.

Stwierdziłam, że potrafię oddychać głębiej i wróciłam do czytania książek.

Zakochałam się w widoku gór, bez względu na pogodę i przejrzystość powietrza. 

Stwierdziłam, że tak mogłabym mieszkać już zawsze.

Codziennie wstawałam wcześnie rano, kiedy za oknem było jeszcze ciemno, i niewiele spałam. Czytałam przecież wieczorami, a dnie spędzałam na zjeżdżaniu na dwóch deskach z górskich szczytów i jedzeniu szarlotek w waniliowej zupie.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że do kochania siebie i wyglądania świetnie, nie potrzebuje farbek do różnych części twarzy. Mam przecież czarne jak smoła brwi i gęste, również czarne rzęsy. Kiedyś te brwi wypełniałam brązowym cieniem, od dawna już nie widzę w tym sensu. Mam też intensywnie chłodno zielone oczy i całkiem różowe usta. Mam policzki, które czasem się rumienią i czekoladowe włosy, których za nic nie pofarbuję. Moje policzki, czoło, dekolt, a nawet usta, wypełniają piegi, po brzegi. Znajdzie się tam też sporo białych plamek, o wdzięcznej nazwie blizny.

A wszystko to - skrzętnie pokochane.

Czuję się z tym jeszcze bardziej wolna, niż kiedy pisałam to.

Prawdziwe wypoczęłam, odcięta od reszty świata. Pomyślałam nawet ze sporą dozą śmiałości, że wrócę do domu z nową energią, pełna twórczości, zapału, pracowita. Jak mała mrówka.

Teraz już tu, w Warszawie, nie mam pewności, czy tak będzie.

PS Po więcej czarów, zapraszam na insta.

strefa duchaKasia10 Comments