magia cykliczności

Wiem, że jesteśmy istotami, które lubią rytuały, cykliczność, obyczaje, powtarzalność, okazje, przełomy, dzielenie życia na etapy, a roku na okresy - okres religijnych uniesień i rodzinnych spotkań, okres wakacyjny, okres jesiennej nostalgii, okres wiosennych porządków, okres nadejścia Magicznego Nowego Roku, który zmieni wszystko. Rok leci, a my czekamy na kolejne okresy, nigdy nie skupiając się na tym, co dziś. Cały grudzień czekamy na święta, wesoło kupując prezenty i strojąc dom. Zaraz po świętach niniejszym noworocznie postanawiamy. W lutym wszystko się czerwieni. Sklepowe witryny i policzki samotnych. Wiosna to Wielkanoc, czyli znów sprzątanie, duchowe uniesienia, rodzina. Potem czekamy na wakacje. Wyjeżdżamy tam, gdzie ciepło, a na wyjazdach planujemy ferie zimowe. Sama się na tym nie raz złapałam. Po wakacjach jesień, jedni przeżywają czas zadumy, drudzy montują kostiumy na Halloween. I tak w kółko.

Czy to źle? Chyba nie, ma ta swój urok. Każdy okazja, do której się przygotowujemy i którą przeżywamy wprowadza w eter swoje kolory, swój klimat, swoją specyfikę i czaruje na swój sposób rzeczywistość. Walentynkowa czerwień, zieleń wiosny, żółć wielkanocnych kurczaczków, niebieskie wakacyjne niebo, złota, czerwona i brązowa jesień, pomarańcz halloweenowych dyń, grudniowa biel, zieleń i czerwień, sylwestrowe złoto i srebro. I jak tak o tym piszę, całkiem wdzięczna i miła wydaje mi się ta cykliczna magiczność. Jednak ja, mimo wszystko, mimo całej tej różnobarwnej magii, której nie śmiem zaprzeczać, mam ochotę przewrócić to wszystko do góry nogami i w czasie, kiedy wszyscy kupują prezenty na święta, a potem obdarowują się nimi przy choince, wyjechać gdzieś daleko stąd. Chciałabym spędzić następne święta z Pawłem i rodziną na stoku narciarskim. Wymiar duchowy znajdę i tam, ma go w moim przekonaniu każdy dzień i każde miejsce. Religijna nie jestem. Postanowień noworocznych nie robię. Przednoworocznych też nie zrobiłam, bo nie miałam czasu. Grudzień przeżuł mnie tak bardzo, że w drugi dzień świąt przespałam 16 godzin ciurkiem.

Chciałabym doprowadzić moje życie do stanu, który opisywałam Wam już kiedyś. Do stanu, w którym codziennie dokonuję wyborów zgodnych z celami i wartościami, jakie wyznaję. Do stanu, w którym zamiast magii świąt jednych i drugich, magii walentynek i magii wakacji, jest magia codzienności, codziennego kształtowania nawyków, charakteru, osobowości, przekonań o sobie i świecie i codziennej radości. To jest zadanie, które sobie stawiam nie na styczeń, ani nie na rok 2016, tylko na całe życie. Bo to zadanie jest procesem. Nikt nie jest doskonały. I w tej niedoskonałości wszyscy paradoksalnie jesteśmy tak samo doskonali :) Widzę w swoim życiu mnóstwo obszarów, które chciałabym naprawić i będę to robić sukcesywnie dzień po dniu. Bo na życie składa się milion wyborów, dokonywanych codziennie.

Codziennie na nowo mamy szansę wybrać, kim jesteśmy. Może więc zamiast robić listę (uwielbiałam kiedyś robić listy: rzeczy do kupienia, do zrobienia, listy planów, postanowień) lepiej zapytać samego siebie o jedną rzecz, jaką mogę zrobić w TEJ chwili, żeby zmienić swoje życie, i po prostu to zrobić. Żeby nie mówić, a robić. Samej zdarza mi się mówić, że coś zrobię, a potem nie robić. Czas to zmienić.

Tyle w temacie Nowego Roku.

Bawcie się dobrze jutro :)

PS Teraz zamiast postanowień noworocznych robi się podsumowania starego roku. Czyli uparcie zawsze albo patrzymy w przeszłość, albo w przyszłość :) Ja swoje "podsumowanie" zrobiłam, kiedy opowiedziałam Wam w poście o blogowej rocznicy, o tegorocznych zmianach w moim życiu, o tym, co osiągnęłam i o tym, co zaniedbałam. Chętnie poczytam o Waszym bilansie roku 2015. I czy Wy też, jak ja, macie ochotę czasem uciec od schematów i utartych sposób przeżywania różnych okazji?

 

strefa duchaKasia16 Comments