Minął już rok, wiecie?

To zdjęcie z wakacji 1,5 roku temu. Chorwacja. Tęsknie.

To zdjęcie z wakacji 1,5 roku temu. Chorwacja. Tęsknie.

Minął już rok, wiecie? Z bloga wynika, ze pierwszy tekst ukazał się we wrześniu, ale mam co do tego wątpliwości. Pamiętam dobrze, że poważnie pisać i publikować zaczęłam w grudniu, ten pierwszy tekst musiał być jakimś szkicem, który zapisał się z tą wczesną wrześniową datą, mimo późniejszej publikacji. Drugi tekst jest już grudniowy. Tak więc grudzień jest miesiącem rocznicowym.

Byłam wtedy bardzo z siebie dumna, że w końcu zaczęłam to, co planowałam od dawna.

Byłam nowa w blogosferze, wciąż się z resztą taka czuje. Na początku nie znałam praktycznie żadnych blogów, dopiero później zaczęłam zgłębiać temat. Okazało się, że blogów w internecie jest teraz na pęczki, mnóstwo świeżaków, trochę znanych wyjadaczy. Wciąż czuję, że jestem gdzieś obok, nie udzielam się za dużo u innych, wciąż mnie nie ma i Was wciąż tu nie ma aż tak wiele.

Może piszę za rzadko, ale nie chcę tak myśleć. Nie ma u mnie zapychaczy, każdy tekst trawię po kilka dni.

Wiele się o sobie podczas tego roku dowiedziałam. Nie tylko dzięki blogowi.

Nie jestem typem ekshibicjonistki i z trudem przychodzi mi dzielenie się swoim życiem z Wami na insta (Snapchat w ogóle pomijam). Ale nie chodzi mi tutaj o to, że chcę zachować wyraźną granicę prywatności. Pokazuje Wam siebie często, pokazałam nawet swoją łazienkę :D. Z tym ekshibicjonizmem to chodzi o to, że po pierwsze często nie widzę wartości, jaką miałoby dawać pokazywanie zdjęć mojego życia, a po drugie za każdym razem, kiedy chcę zrobić jakieś zdjęcie, oderwać się od życia w rzeczywistym świecie, żeby pochwalić się tym, co zjadłam, gdzie byłam i jak pięknie wyglądam w nowej fryzurze, obsmarować milionem hasztagów, czuję psychiczny dyskomfort i mam ochotę krzyczeć do Was wszystkich: idźcie stąd, nie gapcie się na czyjeś życia, nieważne czy z zazdrością, czy podziwem, czy niesmakiem. Przestańcie garbić się nad telefonem. Idźcie tworzyć swoje własne życie, wejdźcie w siebie, instagram tylko zabiera Wam czas! Im bardziej jesteśmy tam, tym mniej zostaje nas tu.

Poza tym mam spory problem ze zdjęciami robionymi telefonem, bo nie mogę znieść ich jakości, więc najczęściej instagramowanie w moim wydaniu wygląda tak: robię zdjęcie aparatem, przepuszczam je przez kompa, kompresuję do najgorszej jakości, bo inaczej instagram nie łyknie, wysyłam sobie na maila, ściągam na telefon, i wrzucam na insta. I wtedy, nie dość że już chwila uwieczniona minęła, to jeszcze to wszystko zajmuje mnóstwo czasu. 

Wciąż pracuję nad nadaniem własnemu instagramowaniu wartości.

Nie jestem też wszędzie i na bieżąco. Znam i czytuję więcej blogów niż na początku pisania, czasem zdarzy mi się nawet coś skomentować, ale wciąż bardzo selektywnie podchodzę do internetowych treści, staram się odcinać i zabieram głos tylko w ważnych dla mnie sprawach. Kilka razy skomentowałam, tylko po to, żeby "się pokazać" i poczułam niesmak do samej siebie. Blogi, które czytam muszą być albo bardzo piękne fotograficzno-graficznie (tak jak into-mind.com jest), albo muszą powalać treścią, przejmować do głębi, poruszać, wnosić wartość, zmieniać spojrzenie. Najcudowniej jest, jak łączą w sobie jedno i drugie.

Wierzę w moc ograniczania social media, w minimalizm informacyjny i mocną selektywność treści, które wchłaniamy.  

Zdarza mi się też wciąż utknąć w jakimś temacie. Mówię Wam, że o nim napiszę, piszę o nim, już jest prawie gotowy, ale czegoś brakuje. Wtedy publikacja się przeciąga i moja frustracja rośnie.

Założyłam bloga, żeby pisać o ważnych dla mnie rzeczach. O rozwoju, przemianie, o świadomości, o pięknie.

Piszę, bo czasem/często coś z siebie muszę wypluć ważnego i (może naiwnie) i nieśmiało wierzę, że coś, co z siebie wyduszę jest w stanie kogoś poruszyć, sprowokować do zmiany, lub zainspirować. Drugi powód to potrzeba systematyzacji wielu sfer życiowych (ubraniowe kgkd, czystość wnętrza, o którą wciąż nie udaje mi się zadbać na tyle konsekwentnie, na ile bym chciała). Trzeci powód to potrzeba estetycznego twórczego wyżycia zdjęciowo-grafikowego, dlatego mój blog nigdy nie będzie pełen reklamowych banerów, bo musi zostać przestrzenią innego typu. Wymyśliłam sobie, że to będzie takie miejsce spokoju, ciszy. Platforma cichej refleksji, bez gwałtownych tez i wstrząśnień w postach, z pytaniami zamiast odpowiedzi. Z tekstami, które mówią o rozwoju ogólnopojętym. Z dyskusjami w komentarzach. Nie wiem, czy już jest to takie miejsce, nie potrafię tego ocenić. Mówię o swoim celu, o światełku, do którego zmierzam. 

Rok temu, jak zaczynałam, pisałam głównie w strefie ducha. Miałam w zanadrzu kilka tekstów-tematów, które kiełkowały we mnie od dawna i które przelałam po prostu tu, na bloga. Pisałam o wdzięczności za ptaki na niebie. O trenowaniu szczęścia, o tym, że wszystko płynie. O tym, że życie to proces. O porażkach. Pisałam o postanowieniach przednoworocznych i wciąż uważam je za fajną sprawę. Rok temu rzeczywiście w grudniu starałam się o zmianę we własnym życiu. Ten grudzień nie jest jednak dla mnie tak łaskawy jak poprzedni i mogę postanowić sobie tylko jedno - odpocząć. W styczniu. Koniecznie.

Mam w głowie cholernie dużo tekstów w kolejce. Wszystkie wymagają albo dogłębnego czasochłonnego researchu, albo konkretnych czasochłonnych zdjęć, albo przemyśleń i układania tekstu w całość, godzinami.

Mam też cichutką nadzieję, że jestem u progu zmian. Że za chwilę będę mogła zająć się bardziej, lepiej i mocniej tworzeniem tej przestrzeni, bo robienie tego sprawia mi radość i daje satysfakcję. Trzymajcie kciuki, jeśli chcielibyście więcej tej przestrzeni widzieć, czytać i, jak by nie patrzeć, współtworzyć :)

Ach, no i właśnie rzecz najważniejsza, w temacie współtworzenia. Ten post to jest właśnie ten moment, w którym dziękuję Wam bardzo, że jesteście. I jednocześnie proszę Was o wyrażenie opinii. O proste zdanie w komentarzu typu “najbardziej lubię strefę ducha”, “nie znoszę strefy szafy”, “chcę więcej strefy pielęgnacji”, “lubię Twojego bloga za….”, “nie lubię go za…”

Dziękuję, pozdrawiam, uciekam spać :*

strefa duchaKasia32 Comments