Minimalizm w fotografowaniu

Poważnie myślałam przez chwilę nad zmianą nazwy bloga z bloga o minimalizmie na blog o świadomości. Ale chyba jednak tego nie zrobię, bo, kurczę, mam ten problem, że minimalizm jako kierunek w sztuce, gust, estetyka zbiega mi się z minimalizmem, który definiuję jako myślność/świadomość. Lubię kanciastość i maksymalną prostotę formy, szarości i beże, czyli wszystko to, co przychodzi Ci na myśl, kiedy myślisz o minimalistycznych wnętrzach, ubraniach, dodatkach. Nie lubię bibelotów, tzw. upiększaczy przestrzeni, kolorowych poduszek na kanapie i pamiątek z wakacji na komodzie. Bardzo mnie męczy konieczność wycierania z nich kurzu. Poza tym naprawdę czuję, że nie są mi potrzebne i wiem, że najlepiej mi w przestrzennych, jak najbardziej pustych, jasnych wnętrzach. 

Ale jeśli czytacie mnie już chwilę, to dobrze wiecie, że minimalizm, o którym tu piszę, mało ma z tym wspólnego. Bo minimalizm to dla mnie przede wszystkim samoświadomość. W tym słowie kryje się wszystko. Priorytety, odrzucanie rzeczy, które nie mają wartości konkretnie dla Ciebie, świadomość potrzeb i ograniczeń, rozwój, słuchanie własnego ciała i duszy, kontakt ze sobą, podróż w głąb siebie.

U mnie te kropki się łączą już od dawna (co wcale nie znaczy, że osiągnęłam w swoim życiu czysty minimalizm, nie ma już nic do zmiany, uporządkowania, pracy, nie - nie, bo to proces), dlatego, kiedy przyszło mi na myśl dawno temu, żeby pisać, od razu wiedziałam, że będę pisać o minimalizmie. Jest to tak od góry do dołu i od prawej do lewej zgodne ze mną, z moim podejściem zarówno do dodatków, jak i kolorów w domu, do życia i do samej siebie, że aż mam ciary :)

I odkrywam coraz to nowe dziedziny życia, w których widzę ten swój minimalizm. 

Weźmy stosunek do fotografowania.

Tak jak Paweł najbardziej fotografować naturę, a mój tata poluje z aparatem konkretnie na ptaki, tak ja uwielbiam fotografować ludzi, chodź naturowymi smaczkami nie pogardzę, co z resztą można stwierdzić po tym, jak wygląda blog (choć część ze zdjęć jest Pawłowa). Jak fotografuję ludzi, zazwyczaj znikam za aparatem, mam go cały czas przy twarzy, i jednocześnie - gadam do nich. Rozmawiam, pytam, co u nich, chcę zdjąć z nich spięcie i doprowadzić do stanu naturalności. Wtedy znikam i robię dużo zdjęć. Łapię momenty, wyczekuję chwil, spojrzeń, uśmiechów.

Nie lubię przerostu formy nad treścią. Nie robię zdjęć przestylizowanych. Dokładnie tak, jak w ubieraniu się, czy dobieraniu biżuterii, pociąga mnie prostota formy.  Lubię na swoich fotografiach pokazywać rzeczy takimi, jakimi są. Gałązkę lubię sfotografować jak jest doczepiona do drzewa, tam, gdzie jej miejsce, nie wyrwana i położona na łóżku obok biżuterii i owsianki. Bo mi się to wtedy gryzie po prostu.

Wracając do ludzi, kocham naturalność, nie lubię póz. Bardziej niż do fotografii modowej i takiej mocno, powiedzmy, artystycznej, której nie odmawiam piękna, szczególnie jeśli zdjęcia robi Zaborowska, albo Błachut, ciągnie mnie do fotografii, która łapie naturalne emocje. Śluby to pierwsza rzecz, jaka przychodzi Wam teraz do głowy, prawda? Ale ja nie o ślubach myślę, a przynajmniej nie tylko i na pewnie nie głównie o nich. Myślę o fotografii rodzinnej i nazwijmy to, intymnej (nie w sensie nagości, ale naturalności, prywatności). Myślę o łapaniu uczuć, takimi, jakie są, w domowych warunkach. Myślę o wydobywaniu piękna z kobiet i mężczyzn. O poznawaniu ludzi i fotografowaniu ich w naturalnych sytuacjach. Odartych ze sztuczności, z ich własną prawdą na wierzchu. 

Minimalizm w fotografii to nie tylko chwytanie naturalnych emocji i nieobecność pozowania. To też praca z naturalnym światłem, z kątem i kadrem, z centrum, czyli Tobą, ograniczenie do minimum dodatków. To nawiązywanie relacji z osobą po drugiej stronie lustra, a jednocześnie znikanie za obiektywem.

Tak więc nie owinę Twojego dziecka w kocykowy kokon, nie nałożę mu dzierganej czapeczki z pomponem w kształcie pszczółki i nie powyginam go nienaturalnie, żeby zmieściło się do ozdobnego wiadra wyłożonego siankiem. Pogadamy przy herbacie i zrobię mu zdjęcie, jak leży w Twoich ramionach. Uchwycę, jak na nie patrzysz i jak cudownie się do Ciebie uśmiecha. Chcę uwiecznić prawdę.

I zrobię też zdjęcia tego, co masz w oczach i tego, jaka jesteś. Postaram się to wszystko wydobyć na wierzch.

Fotografią zajmuję się od bardzo dawna. Odkąd sięgam pamięcią to było największe hobby mojego taty. Zaszczepił mi to. Lataliśmy razem po krzakach, uczył mnie o głębi ostrości. Tatę ciągnęło do natury, do ptaków i krajobrazów, mnie do ludzi. W liceum zaczęłam więc wymyślać stylizacje i robić "sesje" przyjaciółkom. 

Potem studia, przestarzały sprzęt, inne miasto, inne sprawy. Umarło. Potem poznałam Pawła, który jest filmowcem, ma dużo fajnego sprzętu i tak się trochę odrodziło. Zrobiłam z nim kilka ślubów, potem kilka sesji noworodkowych, w międzyczasie mnóstwo zdjęć znajomym na różnych imprezach, kilka sesji dowodowo-linkedinowych, kupiłam lampę, zaczęłam uczyć się robić packshoty do KAVO. Projektowanie graficzne i fotografowanie idealnie połączyło mi się w jedno i stwierdziłam, że chcę się rozwijać i tu, i tu. Obydwie rzeczy dają mi niesamowitą satysfakcję.

Te zdjęcia, które tu widzicie to namiastka, którą akurat poczułam, że chcę tu wsadzić. Resztę znajdziecie tu: katarzynawojniak.com.

Jeśli interesuje Was fotografia, to mam Wam do polecenia kilka fotograficznych profili instagramowych. Nigdy nie pociągały mnie profile oparte na wymyślnych flatlejowych kompozycjach, zawsze ciągnęło mnie w stronę profili stricte fotograficznych. I od razu uprzedzam, że mój @kasiawojniak też będzie szedł w tę stronę.

@galaxy.souls - autoportrety i portrety siostry joginki. nie tylko. uwielbiam za klimat i wrażliwość!

@hannes_becker - natura w najlepszym wydaniu.

@helloemilie - niesamowita spójność kolorystyczna mimo zróżnicowania fotografowanych miejsc. 

@bartpogoda - klimat.

@whatforbreakfast - kulinarnie.

@the_southern_yogi - joga.

PS Ledwo mi przez palce przechodzą wpisy, które w jakikolwiek sposób reklamują moją działalność. Dlatego tak niewiele przeczytacie tutaj o KAVO. Ale kurczę, let's get over it. Powoli, stopniowo zaczynam myśleć o tym inaczej, w normalny sposób. Mam coś Wam do dania, jakąś wartość, która dla niektórych z Was może być wartością, a dla innych nie. A pytacie mnie w mailach, czy fotografuję na ślubach i czy mogłabym, wobec czego - odpowiadam - tak, mogę, chcę, zapraszam <3 Śluby mi nie straszne. I dzieci też nie. I linkediny, wizy i paszporty też nie. Bo paszportowe zdjęcie też może być piękne, i użyte nie tylko w paszporcie. Wiedzieliście o tym?

Kasia6 Comments