Moja nowa twarz

Po długiej przerwie wracam z tematem dość przyziemnym i lekkim. W międzyczasie natworzyłam milion wynurzeń, ale ciążą mi bardzo i nie chcę tak bardzo Was nimi zarzucać. Mielę w głowie wciąż to samo, nic odkrywczego się nie dzieje. Postanowiłam pisać czasem też lżej, praktyczniej, bo ciąży mi własny ciężar.

Pamiętacie jak pisałam o olejach z Ministerstwa Dobrego Mydła i o tym, jakie są fajnie? Ja pamiętam. Używałam ich przez dłuższy czas. W pewnym momencie coś dziwnego się stało i twarz mi się posypała. Warto dodać, że codziennie od wielu wielu lat traktowałam ją największą szpachlą z możliwych - podkładem Double Wear Estee Lauder. Nigdy nie byłam z tego dumna, ale to był jedyny podkład, który robił robotę, a wypróbowałam ich wiele. Miałam spore kompleksy na punkcie swojej skóry i czułam, że muszę wszystko skrzętnie zakryć. 

Po kilku miesiącach zmywania makijażu olejem i stosowaniu olejów zamiast kremu, mocno mnie wysypało, zaczęłam wyglądać gorzej niż zwykle. Nie wiedziałam o co chodzi, odstawiłam pielęgnację olejową, bo gdzieś w międzyczasie usłyszałam, że oleje to jednak nie zawsze taka magia jak się wydaje i że nie każda skóra dobrze na nie reaguje. A może po prostu źle ich używałam?

Zmiana podkładu nawet nie wtedy przyszła mi do głowy, bo wcześniej ilekroć próbowałam czegoś nowego, wracałam do Estee. Musiałam mieć na sobie zawsze tynk, który zakryje wszystko.

Pół roku temu poznałam Magdę z bloga Feminine, od której dostałam próbkę lekkiego wegańskiego podkładu Arbonne i to było to. Zresztą - wystarczy spojrzeć na zdjęcia - no make up, no retouch, tylko piegi. Mam takie poczucie, że ten podkład jakby wyleczył mi skórę. Przyczyn takiego obrotu spraw może być jednak wiele. Być może zaważył sam fakt większej higieny (Double Wear nie ma pompki, Arbonne ją ma), co jednak nigdy się nie działo, kiedy próbowałam innych podkładów, albo po prostu skóra zaczęła lepiej oddychać przy tej lżejszej formule.

Mam tłustą skórę, więc siłą rzeczy Arbonne nie trzyma się na niej tyle, co Double Wear, Tynk Wszechczasów. Jego formuła jest raczej z tych nawilżających, a więc lepiej sprawdzi się u osób z suchą cerą. Fakt, że Arbonne nie trzyma się na mojej skórze ultradługo mi nie przeszkadza, bo po kilku dosłownie dniach jego stosowania moja skóra zaczęła wyglądać dużo lepiej. Wciąż mam oczywiście na twarzy trochę przebarwień, starych blizn i nierówny koloryt i wysypuje mnie okresowo, raz bardziej, raz mnie, ale całościowo różnica jest spora. Arbonne radzi sobie też z większym kryciem.

Muszę tu zaznaczyć, że analizowałyśmy z Magdą skład i, niestety, mimo, że wegański, nie jest idealny. Podkład nie u każdego się sprawdzi, i tak jak polecam go wszystkim i większość jest zachwycona, tak słyszałam opinię osoby, która nie czuje się po nim dobrze. Także, jak zawsze - dla każdego coś innego. 

Jest to dla mnie krok naprzód, zmiana na lepsze, teraz myślę o wypróbowaniu czegoś mineralnego. Kiedyś używałam Bare Minerals, ale wyglądałam po nim jak ciasteczko i nie ostatecznie nie polubiliśmy się. Czas na podejście drugie, tym bardziej teraz, kiedy moja skóra wygląda dużo lepiej i niewiele jej trzeba, choć oczywiście przedokresowe sensacje się zdarzają. Gdybyście mieli coś przetestowanego do polecenia, koniecznie dajcie znać.

Docelowo na co dzień chciałabym nie musieć nakładać niczego na twarz. Już dawno zrezygnowałam z malowania rzęs i wypełniania brwi (po co ja to kiedykolwiek robiłam?) i robię to tylko od święta. I czasem jeszcze tylko cienkie brązowe kreski na dolnej powiece.

Wolność, to się nazywa w moim słowniku, wolność!

<3

PS Jakie są Wasze olejowe doświadczenia? 

PS 2 Pinterestuję sobie tutaj: https://pl.pinterest.com/kavodesign/clothing/ i tworzę coraz bardziej sprecyzowane, konkretne, nasycone i pozbawione szumu tablice, które ilustrują mój wymarzony styl, także gdybyście mieli ochotę się ubraniowo zainspirować, to zapraszam :)

PS 3 Im dłużej nie piszesz, tym trudniej wcisnąć "publikuj". Okropne uczucie :D

Kasia15 Comments