piątkowa sukienka i trochę gadaniny

Jest sukienka na jutro. To letniak, zaadoptowany na jesień. Pod nią mam cienką czarną bluzkę, na niej marynarkę. Plus rajstopy. To sukienka, którą znacie z tego posta. Jest dobra do biura, ale nie tylko, bo idealnie sprawdzi się też na randce, spotkaniu z przyjaciółkami, egzaminie, rozmowie kwalifikacyjnej, na rodzinnym obiedzie. Wielofunkcyjność, wielookazyjność, tak lubię.

W niedzielę wstawię zdjęcia ostatniego tygodnia wyzwania. A potem podsumuję wszystko razem. Póki co - powiem Wam o jeszcze jednej zalecie tej "metody" ubierania się. Można sobie zagospodarować jedną półkę w szafie na cały miesiąc i trzymać na niej tylko używane w danym miesiącu rzeczy. Wtedy w szafie naprawdę da się utrzymać porządek, z czym ja zawsze miałam problem. Próby dokopania się do "spodni na dnie" zawsze kończyły się u mnie wywaleniem wszystkiego z szafy, znalezieniem spodni, wciśnięciem ich na siebie w pośpiechu i wyjściem z domu. A potem składaniem ubrań i wkładaniem z powrotem do szafy, a w ekstremalnych sytuacjach - upchnięciem niezłożonych (już tak nie robię, bo moja szafa przestała pękać w szwach).

Oprócz tego - system KGKD pozwala poznać własną szafę od podszewki. I siebie. Bo wiemy w czym jak się czujemy. Kiedy "międlimy" przez cały miesiąc 4 pary spodni, zaczynamy dokładnie zdawać sobie sprawę, w czym nam jest jak. Ja na przykład zdałam sobie sprawę, że moje dżinsy z drugiego tygodnia to nie jest "to". Wcześniej traktowałam je trochę jako rezerwowe, jak już nie miałam, co na siebie włożyć, wkładałam właśnie je i nie zauważałam tego, że nie leżą dobrze, są niewygodne i wyglądają trochę dziwnie. A jak tak człowiek pomiędli przez miesiąc i jeszcze sobie porobi w czymś zdjęcia, to widzi wyraźniej. Historia tych spodni jest w ogóle dość ciekawa, bo kupiłam je dawno temu w Zarze. Były "kruczogranatowe" i farbowały mi nogi. Właściwie nie tylko. Farbowały wszystko. Palce u rąk też. Swetry, bluzki, majtki (!). Postanowiłam je więc mocno sprać. Wyprałam je kilka razy same ze sobą w 40 stopniach, sprałam ten cholerny granat. Stały się dużo jaśniejsze i od tamtej pory nie mam z nimi problemów.

Tak więc wyzwanie "każda góra do każdego dołu" jest idealnym sposobem na "podróż w głąb własnej szafy". Ja zawsze marzyłam o szafie, w której na każdej półce nie ma więcej niż 5 sztuk ubrań, wszystko zawsze widać, wiadomo co gdzie jest. Czy jest to możliwe w zwykłej szafie, które nie jest przestronną garderobą? Mam nadzieję, że tak; sprawdzę to.

Jeśli jeszcze nie podjęliście wyzwania, zachęcam! Można dojść do fajnych wniosków!


Czytaj więcej ze strefy szafy:

strefa szafyKasia2 Comments