Minimalistyczna pielęgnacja twarzy i ciała

.... czyli Opowieść o czarnych szklanych buteleczkach.

O Ministerstwie Dobrego Mydła wiem od Was. Chwilę mi zajęło, zanim zdecydowałam się na zakup pierwszego kosmetyku. Teraz moja pielęgnacja oparta jest właśnie na kilku produktach MDM.

Ministerstwu da się zaufać od pierwszego kontaktu. W dziewczynach czuć uczciwość. Są bardzo komunikatywne. Olej śliwkowy pachnie obłędnie. A to, myślę, zasługa ich upartego dążenia do znalezienia odpowiedniego dostawcy oleju. We wszystkim można pójść na ustępstwa (jakże kuszące, szczególnie tu, u nas, w Polsce) i we wszystkim można upierdliwie dobijać się do jakości możliwie najwyższej. Wiem po własnym biznesie, jakie to trudne i jak dużej determinacji wymaga. Tak więc zaufałam dziewczynom, bo utożsamiam się z ich podejściem do tworzenia marki. Czuć, że dają z siebie wiele, czuć, że klient jest dla nich ważny i czuć, że nie idą na ustępstwa jakościowe. Poza tym, co przekonuje mnie już ostatecznie do MDM, urzekł mnie konsekwentny i minimalistyczny (!) design słoiczków i buteleczek (to dla mnie ważne, bo jak coś ma stać w mojej łazience, niech będzie ładne i w moim stylu) oraz fakt, że są szklane. Urzekła mnie dopieszczona strona internetowa, opisy produktów, sposób przedstawiania składów. Słowem, całość. Urzekła mnie całość. 

I tak stałam się klientem powracającym.

Moja ultraminimalistyczna pielęgnacja

Składniki w ilości sztuk sześć, w porywach do siedmiu: olej z pestek śliwki MDM (zamiennie z malinowym), hydrolat różany MDM (nie znoszę zapachu róży, muszę spróbować rumiankowego lub lawendowego), mus Len i Konopie MDM, szampon i odżywka Babuszki Agafii, mydło ryżowe z MDM.

Twarz

Twarz spryskuję hydrolatem, po czym od razu "na wilgotno" wcieram w nią olej śliwkowy (czasem zamiast śliwkowego - malinowy). Rano pod makijaż i wieczorem, żeby makijaż zmyć. Nic prostszego. Miałam przez chwilę wątpliwość, czy aby przypadkiem mnie ten olej nie zapycha, ale... nie, nie robi tego. 

Ciało

Ciało myję albo mydłem ryżowym (używamy go też do rąk), albo jakimś innym mydłem w kostce. UWAGA! nie używamy już Białego Jelenia. Podszkoliłam się ze składów i doczytałam, że mydło Biały Jeleń składa się głównie ze zwierzęcego łoju (Sodium Tallowate), a ja myć się zwierzęcym łojem nie chcę (już chyba wiem, skąd bierze się ten mdły zapach). W normalnym sklepie mydła z fajnym składem ze świecą można szukać i szukać i nie znaleźć. Z resztą... nie tylko mydła.

Musem Len i Konopie smaruję ciało, ale nie codziennie. Jest to dość twarde (trzeba je ze słoiczka "wydrapać", ale mięknie szybko w kontakcie z ciepłymi dłońmi) i dość powoli wchłaniające się smarowidło, które swój ziołowy zapach zostawia na wszystkim (dresach, pościeli, spodniach). Mimo tej przypadłości, polubiliśmy się.

Włosy

Szampon Babuszki mi się skończył, więc akurat teraz myję włosy tym, co mam do wykończenia, ale syberyjski szampon Babuszki jest moim włosowym faworytem. Potem babuszkowy balsam na cedrowym propolisie. I już. Zdarza mi się w zroszone wodą włosy wetrzeć olej śliwkowy. Jest dobry na włosy wysokoporowate, czyli sztywne, kędzierzawe, z tendencją do łatwego wysuszania. Taki mam tajny plan, żeby odhodować na maksa zdrowe, wypielęgnowane włosy. Ale póki co długie włosy mi nie grożą, bo mój fryzjer ostatnio znów ogolił mi pół głowy...


Makijaż i stylizacja włosów

W kwestii makijażu powiem tak. Rano jestem tak zmordowana, tak opuchnięta i tak zmęczona, że mam wszystko w dupie. Biorę prysznic, smaruję twarz olejem, nakładam podkład (gdyby nie nieidealna cera, obyłoby się bez podkładu) i idę. Nie maluję oczu (WCALE, rzęs też nie), choć wiem, że wyglądałabym lepiej, nie konturuję twarzy (co również lubiłam robić), nie maluję ust, nakładam tylko kryjący podkład, mierzwię włosy jakimś drogeryjnym smarowidłem o kiepskim składzie, jem śniadanie i wychodzę.

Owszem, częściej niż sporadycznie zdarza mi się wyglądać jak zjawa. Zaziewana zjawa. Ale wygląd nie jest teraz moim priorytetem, więc olewam. Ciepłym. Moczem.


Wady i zalety mojej teraźniejszej pielęgnacji

Wady są takie, że poszewka na poduszkę jest zawsze zażółcona. Jedynym rozwiązaniem, jakie przychodzi mi to głowy jest naciągnięcie na poduszkę jeszcze jednej dodatkowej poszewki i codzienne jej zmienianie i pranie.

Zalety są takie, że jest prosto, naturalnie i pachnie marcepanem. Moja skóra jest mi wdzięczna, a ja czuję się uwolniona od nadmiaru łazienkowych specyfików.


Przechowywanie kosmetyków - kocham Was, moje łazienkowe szafki

Ostatnio zrobiłam znów porządki w łazience i schowałam do szafek WSZYSTKO to, czego używam rzadziej niż raz dziennie. A właściwie to schowałam jeszcze więcej, bo schowałam też pastę do zębów, suszarkę i dezodorant. Postanowiłam zostawić tylko to, co pasuje mi do łazienki (produkty MDM mają szczęście, bo pasują :D)

Kiedy planowałam wystrój łazienki, w głowie przyświecała mi jedna główna myśl: "chcę schować wszystko, pragnę pustki". A to dlatego, że w poprzednim mieszkaniu w łazience nie miałam ani jednej szafki, co sprawiało, że łazienka nie była łazienką, a wystawą. Galerią kosmetyków, olejów i proszków do prania. I płukania. Niemiłosiernie się to wszystko kurzyło i wyglądało gorzej niż źle. Tak mnie to doświadczenie przytłoczyło, że w nowej łazience chciałam schować WSZYSTKO.

Ale prosto nie było. Mieszkam w nowym mieszkaniu już 1,5 roku i przechodziłam przez wiele faz. Najpierw schowałam wszystko, ale to nie był dobry pomysł, bo wiele używanych codziennie po kilka razy rzeczy wyciągałam rano z szafki i już tam nie chowałam (odkładanie rzeczy na miejsce, a raczej ich NIEODKŁADANIE to mój odwieczny problem), więc łazienka się szybko zagracała. Potem wygrzebałam jakiś stary wiklinowy koszyczek i nawrzucałam tam wszystkie rzeczy pierwszej potrzeby. Stał sobie koło umywalki na niskiej półce. To też nie było dobre, bo szybko robił się bałagan. I w nim i wokół niego.

Teraz moja łazienka wygląda tak, że na wierzchu mam: szczoteczki do zębów, mydło, perfumy, 2 oleje, hydrolat i mus z MDM (ładne są i używam 2 razy dziennie, więc nie chowam) i kubeczek na sprawy typu pęseta, pilnik, nożyczki. No i oczywiście mój wazon z chorwackimi kamieniami, którego nie mogłam sobie darować. I świeczkę, którą zdarza mi się palić. I tyle.

I tak jest dobrze. Tak jest naprawdę dobrze.


Trzy kosmetyczne cele:

1. Poprawić stan skóry i znaleźć zamiennik mojego ciężkiego kryjącego podkładu.

2. Znaleźć zamiennik włosowego smarowidła - gumo-pasto-kremo-żelu do stylizacji krótkich włosów. Może coś polecicie? 

3. Zrobić coś ze swoim życiem, żeby znaleźć rano czas i chęć na delikatne podkreślenie oczu i kości policzkowych. Żeby zabić zaziewaną zjawę i odrodzić się boginią ;)


A jak Wasza pielęgnacja i kosmetyczne cele? 

PS Jest jeszcze jedna cudowna zaleta oleju śliwkowego. Zbiega się w niej strefa ciała i relacji, ale to temat na odrębny post, który już od jakiegoś czasu "się pisze".


Czytaj więcej ze strefy pielęgnacji: