Podsumowanie KGKD

To co widzicie na zdjęciu to tylko zmyłka. Zdjęcie z wczorajszego spaceru po lesie. Nie mogłam się powstrzymać. Wygląda jak strefa ducha, ale znów będzie o ciuchach.... 

Minęły cztery tygodnie od początku moich bardziej usystematyzowanych szafowych starań. Wymyśliłam system KGKD, czyli każda góra do każdego dołu, w którym wykorzystujemy w miesiącu każdą możliwą kombinację gór i dołów. Policzyłam to. Wychodzi mniej więcej 7 sztuk ubrań tygodniowo, czyli 14 na miesiąc, licząc bez butów i okryć wierzchnich. A że buty i okrycia mam w ilości sztuk 1... no to sami wiecie :D Liczę tylko dni robocze, weekendy to czas dresu lub ewentualnie powielenia czegoś z tygodnia. Piątki to czas sukienki, bo sobie obiecałam, że będę częściej chodzić w sukienkach. Złamałam się dopiero w czwartym tygodniu i zamiast sukienki założyłam ulubione zestawienie miesiąca. 

Wklejam Wam zdjęciowe podsumowanie, co mi z tego wyszło. 

Po miesiącu stwierdzam, że pomysł jest naprawdę dobry (dla mnie) i, że być może kiedyś nawet zrobię z tego taki całościowy system osiągania Lepszej Szafy. Lepszej, czyli lepiej nam służącej, ograniczonej ilościowo, wyselekcjonowanej jakościowo, przemyślanej, totalnie naszej i bezwysiłkowej. I przede wszystkim "poznanej od podszewki". Nie ma nic lepszego niż obudzenie się rano przed pracą z wiedzą, co dokładnie dziś na siebie wkładam. Przynajmniej dla mnie. 

Ale z tym systemem to nie zapeszam, zobaczymy jak to będzie dalej szło.

KGKD to dobra rzecz, bo perspektywa międlenia 14 rzeczy w różnych zestawieniach w każdej możliwej kombinacji przez miesiąc skutecznie odstrasza nas od wybierania ubrań, w których chodzimy rzadko (bo trzeba donosić) lub wcale, i w których nie czujemy się dobrze. Bardzo szybko okazuje się, które rzeczy trzeba jak najszybciej oddać. W KGKD zobowiązujemy się sami przed sobą, że będziemy używać tylko danych ubrań przez kolejny miesiąc. Własne wybory pokazują nam, w którą stronę idziemy, a przed czym uciekamy. 

Mam też takie smutne spostrzeżenie, że te moje zdjęcia lepiej jednak obrazowałyby system, gdybym robiła je na tle czegoś jednolitego, zawsze tego samego. Bo tak to jest bałagan, zestawienia giną. Muszę to przemyśleć.

Ustaliłam sobie, że kolejny miesiąc będzie wyglądał dokładnie tak samo, jak poprzedni, tyle że wszystkie ubrania, które wybiorę będą inne od tych, których używałam w poprzednim miesiącu. Przez miesiąc rozumiem 4 tygodnie, a nie miesiąc kalendarzowy, bo tak to już poszło nierówno, poza tym najwygodniej jest działać właśnie w systemie 4-tygodniowym. Jeśli okaże się, że jakiejś rzeczy mi brakuje, wezmę ulubioną z poprzedniego miesiąca. Zgadnijcie co będzie w miesiącu nr 3! Zmiksuję miesiąc pierwszy z drugim! I w ten oto sposób przekonam się, czy wszystkie moje jesienne góry pasują do wszystkich dołów. I tak nam to się będzie pięknie układało w 4 cykle 3-miesięczne, czyli sezonowo. Wychodziłoby 28 sztuk ubrań na sezon. Na pewno dużo ubrań, w szczególności dołów, będzie się w sezonach jesień zima wiosna powtarzało. 

W teorii super, zobaczymy jak w praktyce.

Weekendy spędzam głównie w domu/na spacerach z Pawłem i to jest czas w którym donaszam stare akrylowe i poliestrowe swetry i bardzo znoszone bluzy i dresy, więc tu nie ma co pokazywać. A jeśli akurat odwiedzam rodzinę/pracuję jako fotograf/wychodzę z moimi dziewczynami - zakładam jedno z zestawień z minionego tygodnia, albo coś bardziej wyjściowego z półki - na rzadko się zdarzające specjalne okazje. Proste? Proste. I jakie przyjemne.

Nie pokażę Wam dzisiaj ubrań na nowy miesiąc, zrobię to za tydzień. Dziś jeszcze ustalam, wybieram, myślę. Zastanawiam się też jak to najlepiej pokazać na zdjęciach, może jednak przeniosę się do domu, tym bardziej, że robi się mroźno.

Jeszcze kilka słów w sprawie konkretnych namacalnych plusów przedsięwziecia. 

- łatwiej się organizuje pranie,

- łatwiej się organizuje szafę i miejsce w niej,

- łatwiej znieść wczesne poranki,

- oszczędza się mnóstwo czasu,

- poznaje się własną szafę - rzecz bezcenna

Tak więc, kto jeszcze nie zaczął, ten niech to przemyśli, bo to jest naprawdę fajna i prosta droga do poznania, zrozumienia i przekształcania własnej szafy. A także do otworzenia się na nowe kombinacje gór i dołów.

PS Na blogu ostatnio tylko szafa i szafa. Nie wiem jak Was, ale mnie to już trochę wkurza, dlatego zapowiadam powrót strefy ducha. Mam kilka tematów w głowie, o których muszę Wam napisać.


Czytaj więcej ze strefy szafy:

strefa szafyKasia6 Comments