zupa porowa

Nigdy nie przepadałam za zupami kremami. Może dlatego, że nie lubiłam tej konsystencji, a może dlatego, że nigdy nie wychodziły mi dobre. Tymczasem teraz wiem, że nie ma nic prostszego i lepszego od zupy kremu. Takie zupy są lekkostrawne i idealne na okres wiosenno-letni. Można zrobić krem porowy, selerowy, dyniowy, brokułowy, krem z cukinii. I tutaj oczywiście nie odkrywam żadnej Ameryki, oprócz takiej, że nie dodaję do tych zup żadnych zagęstników, śmietan, "niczegozłego". To są zupy czysto warzywne, które są naprawdę, naprawdę dobre i bardzo proste i szybkie w przygotowaniu. Można zautomatyzować system, codziennie robić inną zupę, z innym bohaterem, w ten sam sposób, z tymi samymi praktycznie składnikami.

Zasada jest zawsze taka sama - włoszczyzna, jakaś dobra kostka rosołowa warzywna lub mięsna (ale musi być dobra, zwykłe sklepowe odpadają w przedbiegach), najlepiej trochę własnego bulionu, i warzywo "bohater dania" w ilości około 2 razy większej niż reszta warzyw (czyli jak są dwie małe marchewki to potrzeba około 4/5 porów). Gotujemy w małej ilości wody do miękkości warzyw. Potem blendujemy. Można blenderem ręcznym, można stojącym. Stojącym, nie ukrywam, jest łatwiej, bo przy mieleniu blenderem ręcznym wszystko się rozbryzguje wszędzie i trzeba się wysilić, żeby odnaleźć wszystkie grudki. W blenderze stojącym jest dokładniej i szybciej.

(wiem, że wyglądam, jakbym reklamowała ten przeklęty blender, ale TAK NIE JEST :D, ja po prostu zakochałam się w jego możliwościach i muszę się tym z Wami podzielić. I tak jestem nieźle opóźniona, bo taki blender to żadna nowość)

Więc dzisiaj porowa.

Składniki na dwuosobową zupę:

4/5 porów

dwie małe marchwewki

dwie małe pietruszki

trochę selera

2 małe cebule

pół ząbka czosnku opcjonalnie

kilka listów laurowych i kilka ziarenek ziela angielskiego (pamiętajcie ile wrzucacie, żeby przed zblendowaniem wyłowić wszystkie)

dobra kostka rosołowa (ja użyłam warzywnej), choć oczywiście najlepszy będzie własny bulion

sól, pieprz wg uznania

Warzywa oczywiście trzeba pokroić, ale można grubo i niedbale (tak jak lubię). Wrzucić wszystko do garnka, gotować do miękkości w bardzo małej, ledwo przykrywającej warzywa ilości wody, wyłowić listki i ziela, ostudzić trochę (blender nie lubi bardzo gorących płynów), zblendować i podawać ze spiralką z oliwy najlepiej (ja o niej zapomniałam).

Smacznego!

PS Miałam też powiedzieć o lodach. Otóż jedliśmy je już dwa razy (za pierwszym razem zapomniałam/nawetotymniepomyślałamtakiebyłodobre zrobić zdjęcia, a za drugim razem była już noc i za ciemno na dobre zdjęcie; ale wstawię je tu, obiecuję). Lody to pół paczki mrożonych truskawek, 3 banany i 3 garście nerkowców. Uważajcie z tym połączeniem, bo niektórzy twierdzą, żę nie powinno się raczej łączyć tłuszczu (nerkowce) z cukrem prostym (banany, truskawki) (połączenie występujące we wszystkich słodyczach ever), bo to wysadza trzustkę, a więc nie jedzcie tego tonami. To ma być tylko taki zastępnik prawdziwych lodów, od czasu do czasu.

Wklejam też zdjęcia najlepszych składowo bulionów jakie znalazłam:


Czytaj więcej ze strefy kuchni: