Sezamka?

Chyba nigdy jeszcze nic z gatunku: "słodkie, zdrowe, bezniczegozłego" nie wyszło nam tak, jak chcieliśmy. Żadne ciasta z kaszy jaglanej i serniki z nerkowców. Żadne brownie z batatów. Nic, nigdy. Takie próby zawsze kończyły się Jednym Wielkim Rozczarowaniem. 

Do wczoraj.

I pewnie to kwestia prostoty dania i totalnie minimalnej ilości składników (nawet w wersji sklepowej), ale ja i tak stwierdziłam, że muszę się z Wami tym podzielić.

Bardzo z Pawłem oboje lubimy sezamki i wczoraj Paweł się uparł, że zaleje je miodem, albo syropem klonowym, upiecze w piekarniku i będą. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to takie proste.

Uwierzyłam jak zjadłam. Wyszły niesamowite. Duużo lepsze od sklepowych. Oczywiście wiem, że sezamki to nie filozofia, nie ma tam co zepsuć, ani też co kombinować. Nie ma w składzie ani mleka, ani mąki. Ale za to te ze sklepu mają cukier i syrop glukozowy. A tego jeść nie chcemy.

Zrobiliśmy kilka wariantów. Z białego sezamu, z czarnego sezamu i z mieszanki. Zalaliśmy miodem i syropem klonowym. Miód polecam akacjowy, albo z malin leśnych. To najdelikatniejsze miody, jakie znam. I właściwie tylko one, moim zdaniem, nadają się do słodzenia potraw, w których nie chcemy czuć intensywnego specyficznego smaku miodu, a chcemy po prostu słodyczy ze źródła zdrowszego niż cukier.

Możecie mi wierzyć z tym miodem, wiem co mówię :) Tiramisu, które kiedyś totalnie przypadkowo postanowiłam posłodzić miodem akacjowym zamiast cukrem, robi furorę zawsze i wszędzie. 

Najpierw w miseczce połączyliśmy wybrany sezam najpierw z miodem, potem z syropem klonowym. Proporcje oczywiście na oko.

 

 

 

Potem rozsmarowaliśmy paskami (jeden pasek z miodem, drugi z syropem) na papierze do pieczenia i wstawiliśmy wszystko na 10 minut do pierkarnika rozgrzanego do 180 stopni. Tak sobie Paweł wymyślił i zadziałało :)

 

 

Po wyciągnięciu z piekarnika trzeba im dać trochę czasu na ostygnięcie (około 15 minut). Po tym czasie "sezamki klonowe" są idealne, chrupiące, o niebo lepsze od sklepowych. Miodowe natomiast wyszły ciągnące i miękkie (takie wręcz krówkowe). Zrobiły się chrupkie dopiero po nocy w lodówce.

Spróbujcie koniecznie i dajcie znać, co sądzicie. Ja się zakochałam i już wiem, co będzie od teraz zaspokajać moje słodkie zachcianki.

Robiliście kiedyś domowe sezamki?


Czytaj więcej ze strefy kuchni: