Sfery warte uproszczenia

Minimalizm to nie tylko pozbywanie się materialnych rzeczy. Minimalizm to porządkowanie po kolei każdej sfery życia, oddzielanie ziarna od plew, przesiewanie myśli, słów, czynów, relacji, przedmiotów, ubrań przez sito. Kwestie niepotrzebne, lub te obarczone negatywnym ładunkiem muszą przez nie przelecieć i spłynąć w niebyt. Zostać powinny te wartościowe, esencja wszystkiego. Upraszczanie jest procesem, który nigdy się nie kończy. On tylko z czasem staje się mniej czasochłonny i prostszy, bardziej intuicyjny. Kiedyś pisałam o kształtowaniu nawyków i o tym, że życie to pasmo powtarzających się czynności. Tak samo rzecz ma się z upraszczaniem. Jeśli raz uprościmy wnętrze lub szafę i zostawimy ten temat, chaos i przeładowanie do nas wrócą. Jeśli chcemy żyć prościej, musimy cały czas w głowie mieć odsiewnię chaosu.

Oprócz materialnych przedmiotów, którymi tak bardzo lubimy się otaczać, uprościć można w życiu wiele innych ważnych sfer. Minimalizm, jak mówiłam już nie raz, jest dla mnie równoznaczny ze skupieniem się na esencji w każdej dziedzinie życia, z koncentracją na najważniejszych wartościach, z odrzuceniem szumu.

Miarą jest dla mnie wartość, jaką dają, lub jakiej nie dają mi przedmioty, ludzie, ubrania, słowa, czyny, myśli, działania.

I nie zrozumcie mnie źle. To nie jest tak, że nawołuję do odejścia od wszystkich trudności, ciężkich sytuacji życiowych, skomplikowanych relacji. Do egoizmu, zajęcia się przyjemnościami, i w ogóle to niech żyje hedonizm. Nie. Trudne bolesne relacje można uprościć, przekształcić w dobre, wartościowe. Mówiąc o ludziach, którzy nie dają wartości, mówię o ludziach toksycznych, wampirach energetycznych, którzy swoim byciem potrafią nas zatruć, odessać naszą życiową energię. Otaczanie się takimi ludźmi nie ma większego sensu. Oczywiście nie ma to sensu dopóty, dopóki źle to na nas oddziałuje. Jeśli natomiast potrafimy się odgrodzić, mamy siłę, aby neutralizować negatywną aurę, i potrafimy po prostu dawać tym ludziom jak najwięcej z siebie i nie brać od nich toksycznej negatywności, wtedy super, wtedy to przestaje być toksyczne, a może być zbawienne dla tej drugiej osoby.

Odpłynęłam. Wracam

Co można i warto uprościć?

Po pierwsze, możesz uprościć przestrzeń wokół siebie i wyrzucić/oddać WSZYSTKIE rzeczy, których nie używasz. Resztę schować. W zasadzie chyba powinnam pisać o tym więcej, bo post, który przed chwilą Wam podlinkowałam to jeden z najchętniej przez Was komentowanych wpisów. Upraszczanie przestrzeni to najbardziej oczywisty punkt w drodze do prostszego życia. I właściwie jeden z naistotniejszych. Mądrzy mówią, że nie da się zachować spokoju i stanu harmonii w umyśle, żyjąc w chaotycznej, zagraconej przestrzeni. Trzeba po prostu bezlitośnie przejrzeć każdy kąt, każdą szafkę zlustrować pod kątem rzeczy nieużywanych, po czym wsadzić ofiary do worków i pooddawać. Odetchniesz z ulgą, łatwiej Ci będzie ścierać kurze i sprzątać szafki. Łatwiej Ci będzie myśleć. Lżej Ci będzie po prostu. I potem zanim cokolwiek schowasz znowu do szuflady „z wszystkim”,  pomyślisz trzy razy. Niektórzy mają w sobie takie strukturalne myślenie, taki radar, co gdzie jak, jaka rzecz gdzie ma miejsce. Takim ludziom jest łatwiej. Takim bałaganiarom z natury jak ja, jest trudniej. Ale to nieważne, trzeba się starać.

Po drugie, możesz uprościć swoją szafę. Jeśli chcesz oczywiście. Jeśli widzisz wartość i przyjemność w posiadaniu 50 par butów – nie ma w tym nic złego, posiadaj do woli. Jeśli codziennie rano malujesz się innymi cieniami do powiek, znasz się na tym i dobrze się tak czujesz – miej trzy szafki z kosmetykami, nic w tym złego. Po prostu zhierarchizuj swoje potrzeby, upodobania, kierunki. Pomyśl, co dla Ciebie ważne. Jeżeli dla mnie kosmetyki nie są ważne i zawsze wybieram no make up make up – nawet nie myślę o kupowaniu kosmetyków. Tak samo z butami. Ale przysięgam, że jeszcze rok, dwa temu tak nie było. Kupowałam mnóstwo kosmetyków, bo myślałam, że chcę, że będę używać, że tego potrzebuję. Ale w praktyce po ich nałożeniu nie czułam się sobą i w końcu stwierdziłam, że to nie ta droga, nie ten kierunek. Zmęczyło mnie to. Mam więc teraz mało kosmetyków i więcej kasy w portfelu. Po prostu trzeba poznać samego siebie. A jeśli chcesz usystematyzować swój ubiór, uporządkować sposób ubierania się, i żyć z pięcioma parami butów, czytaj mnie dalej, bo niebawem na blogu znajdziesz coś dziwnego, być może nawet inspirującego w tym względzie. Zrobiłam sama sobie pewne szafowe wyzwanie i muszę Wam zdać relację.

Po trzecie, możesz uprościć swoją kuchnię i zacząć jeść prościej. Co mam na myśli? Mam na myśli proste połączenia, proste potrawy, które dają wartość Twojemu ciału, nie robią z kuchni pobojowiska i nie zmuszają Cię do stania godzinami przy garach. No chyba, że uwielbiasz gotować i wymyślasz niestworzone pyszne kombinacje, spełniając przy tym samego siebie. Wtedy gotuj do woli, uszczęśliwiaj siebie i bliskich. Ale jeśli tak jak ja w myśl powiedzenia, że Bóg stworzył jedzenie, a diabeł kucharza, jedzenie traktujesz jak coś, co ma Cię odżywić i nie przywiązujesz ogromnej wagi do wyrafinowanych smaków, potrafisz cieszyć się zieloną fasolką szparagową skropioną oliwą i posypaną solą, uprość swoją kuchnię. Gotuj/piecz, zamiast smażyć. Odrzuć fast foody i cukier, zacznij jeść tylko to, co Cię odżywia. Proste i zdrowe przepisy, których nawet nie nazwałabym przepisami, znajdziesz w mojej strefie kuchni.

Myśli, słowa i czyny. Uprościć, czyli nadać im znaczenia i kierunku. Najpierw myśli, przesiewane przez sito. Tak, żeby w głowie zostały te pozytywne. Te negatywne można mentalnie palić w piecu, albo wysyłać w paczkach do unicestwienia. Ważne, żeby myśli nie były rozproszone i chaotyczne, a skupione na tym, co ważne i dobre. Żeby Ci służyły. Myśli negatywne i zmartwienia Ci nie służą, to na pewno. Po co więc robić coś, co Ci nie służy. To jak z paleniem fajek, albo ćpaniem. Myśli mają moc sprawczą, tak samo jak palenie "sprawia" nam czarne płuca. Słów też warto wypowiadać mniej. Odejść od obgadywania innych. Zrobić tak, żeby z ust wydobywały się tylko ważne słowa. Żeby czasem z kimś dla nas ważnym umieć pomilczeć. Żeby naprawdę nie rzucać słów na wiatr, tylko je ważyć. To bardzo trudne. Tak samo z czynami. Zrobić tak, żeby w działaniach kierować się zawsze tzw. najwyższą myślą o samym sobie. To znaczy, że jeśli uważam siebie za dobrego, niech każdy nasz czyn będzie tego dowodem. I tu nie chodzi o zmianę w jeden dzień. Tu chodzi o codzienny wybór, codzienne na nowo wybieranie dobrej myśli, dobrego słowa i dobrego działania.

Możesz też uprościć relacje z bliskimi i dalszymi. Mniej niedopowiedzeń, więcej szczerości, mniej pretensji, więcej zrozumienia i wybaczenia. Mniej krzyku, więcej miłości. Proste relacje rozumiem jako przede wszystkim szczere, bez napięć w powietrzu. Wyjaśnione, omówione, dopowiedziane. Bez cichych dni i urażenia, na bieżąco przegadywane, oparte na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu. Bez gierek, manipulacji, kłamstw, nawet tych białych.

Kolejna rzecz do uproszczenia to czas spędzony online. Tutaj dosłownie. Po prostu zminimalizuj = zmniejsz. Bądź bardziej offline. Resetuj się czasem. Bądź nieosiągalny, pojedź tam, gdzie nie ma wifi i zasięgu, pójdź na grzyby, poleż na hamaku. I nie rób sobie wtedy zdjęć, które od razu wstawisz na fb. Nie czuj, że coś wtedy tracisz, bo jest wręcz przeciwnie. Mówiłam już o tym kiedyś, internet poczeka. Nie pozwól, żeby zdjęcia, a raczej selfie z wakacji stały się ważniejsze od samych wakacji.

Znacie jeszcze jakąś życiową sferę, którą można by było uprościć?


Czytaj więcej ze strefy ducha: