share week 2016

Mówią, że jeżeli Twoja jedna noga jest w przeszłości, a druga w przyszłości, to żyjesz w rozkroku i sikasz na to, co teraz. 

Ja byłam przez ostatni rok w rozkroku z trochę innego powodu. Często jest tak, że kiedy pochłoną Cię dwie różne sprawy na raz, trzecia ważna sprawa na tym ucierpi. Nie jesteśmy stworzeni do multitaskingu, rozdarcie nam nie służy, potrzeba nam jasnych priorytetów. Od niespełna roku moja jedna noga codziennie posłusznie drepcze do biura, a druga wieczorem odwozi przesyłki do punktu DHL. Codziennie szpagat i ro(z)strojony mózg. Codziennie duuuuuużo pracy przed komputerem. Co weekend długi sen, żeby nadrobić straty. 

Istnieją kobiety-pistolety, którzy godzą takie sprawy. Godzą małe dziecko z korpokarierą, dobrze rozwijającego się bloga z etatem i życiem towarzyskim. I jeśli potrafią to zrobić tak, że nic dla nich ważnego na tym nie cierpi - totalne czapki z głów za umiejętności organizacyjne i siłę. Siłę na zbyt krótki sen, malowanie rzęs i robienie obiadów. Siłę na dbanie o siebie. Podziwiam Was bardzo.

Aletonieja.

Blog oberwał ostatnimi czasy najbardziej. I to mnie boli, bo widzę, że to czyste dobro, które idzie do mnie od Was w komentarzach i mailach, w odpowiedzi na coś, co ja Wam daję w swoich tekstach. Powstaje cudowna wymiana wartości, powstaje miejsce, które (z tego co słyszę) obopólnie lubimy. Tylko co z tego, skoro ostatnio mnie nie ma, bo jestem rozpłynięta gdzieś indziej.

Sikałam tak sobie ostatnio na wiele spraw, bo też na swój obolały od siedzenia kręgosłup, zgalareciałe otłuszczone nogi i brzuch, ogólny wygląd, relacje z przyjaciółmi.

Ale ale. Nowy rozdział już się zaczął, także - trzymam za siebie kciuki.

Mówiłam Wam, że jak nie piszę to znaczy, że nie czuję, albo nie mam czasu i coś, w różnym stadium rozwoju, czeka na ten zgubiony czas. Coś, czyli zwykle tekst gotowyprawie. Albo dwa. Albo dziesięć. Nigdy nie udało mi się sprawić, żeby to miejsce było przestrzenią,w której torpedujętekstamicodwadni. Może kiedyś, ale na razie nie. Na razie niespiesznie, slow, jak to modnie mówią, piszę, rozwijam, działam. Grudzień 2015 mnie tak przeżuł, że nie chciałabym raczej tego powtarzać. Więc zwolniłam, poodpuszczałam, przestałam ścigać się z innymi, zaczęłam bardziej skupiać się na sobie i własnej autentyczności. Na czuciu siebie samej. 

Czuć-nie-siłować-czuć-nie-siłować.

Ale do rzeczy.

Jest sukces. W tym roku załapuję się niniejszym na Share Weeka. Niniejszym go nie przegapiam. Niniejszym zdążam, polecam, wymieniam Cud-Blogi.

Słowem wstępu - lubię miejsca w sieci, które nie stawiają między czytelnikiem, a autorem ścian, lub pagórków, z których autor spogląda w dół na "ciemną masę". Od ścian i pagórków, wolę pomosty. Pomosty zrozumienia, pola do polemiki i przestrzeń wzajemnej nauki. 

Po pierwsze Blimsien. Dziewczyna nie z mojego świata. Mistrzyni pióra, będąca jakoś tak, mam wrażenie, w blogowej rzeczywistości alternatywnej. Kobieta, która dotyka podobnych tematów, co ja, ale robi to zręczniej i barwniej. Te teksty się czuje, te teksty się przeżywa i chce się po nich żyć. One przenoszą w dobre miejsca i robią ciepło na sercu. Blum i jej pisanie to perła w morzu bezpłciowości.

Po drugie Jacek Kłosiński. Nie czytam tego bloga regularnie. Ale jak tam całkiem niedawno trafiłam, to pomyślałam, że to najładniejszy polski blog, jaki widziałam. A w tym temacie naprawdę trudno mnie zadowolić. Bardzo bliska mi estetyka łączy się tam z, jakby nie patrzeć, bliską tematyką; z racji zawodu, w którym od jakiegoś czasu się powoli tworzę. No i dwa razy Jacek trafił we mnie tekstem w idealnym czasie. Obok tekstów, powiedzmy, branżowych, Jacek przemyca treści ogólnorozwojowe.

Po trzecie Kasia Gandor, moje bardzo niedawne odkrycie. Przebosko rzeczowo o tematach niełatwych. Bez wyższości. Przystępnie. Prosto, zrozumiale, dobrze, analitycznie. Genialnie. 

A Wy? Jakie Cud-Blogi czytacie?