świadome chorowanie

Długo mnie nie było. Ale wróciłam do żywych. Właściwie to już kilka dni temu.

Nie lubię być chora. Nie lubię być chora, bo zanikają mi wtedy mięśnie twórcze. Nie jem, nie myślę, śpię tylko i patrzę czasem trochę na wirtualny świat. Bezmyślnie. Nie lubię być chora, bo krzyżuje mi to wszystkie plany. A planów mam ostatnio dużo więcej niż kiedyś. Rzeczy do zrobienia, spraw do ogarnięcia. Nie lubię być chora, bo choroba lubi u mnie krążyć, z gardła przenosić się na nos i z powrotem. Lubi odbierać mi głos, żeby potem zalać mnie glutami.

Ale jak we wszystkim, tu też są jasne strony. Mogę odespać swoje niewyspanie. Mogę nicnierobić przez chwilę. O ile ktoś mnie oczywiście wyręczy w obowiązkach z kategorii: nie do odwołania, a takich mam ostatnio też więcej. Na szczęście mam kogoś takiego. I on, jak matka, nie zacznie chorować, nie zarazi się, dopóki ja ledwo żyję (zrobi to za to w momencie mojego odżycia, żeby dochorować razem jeszcze kilka dni :D).

Nie leczę się typowymi lekami przeciwgorączkowymi i przeciwbólowymi. Takimi, co to niby stawiają na nogi po jednym dniu. Wiecie, o jakich mówię. Nigdy ich nie biorę. Niektórzy twierdzą, że to skrajna głupota, ale ja chorobę zawsze muszę wyleżeć i wybić naturalnie. Niektórzy też mówią, że to dlatego, że nie mam jeszcze dzieci i że “mogę sobie pozwolić na chorowanie”. Być może. 

Póki co patrzę na to jak na oznakę szacunku dla samej siebie. Choroba jest dla mnie znakiem, że trzeba zwolnić tempo, a gorączka sygnałem, że organizm walczy. Nie zbijam, czekam. Jeśli utrzymuje się na poziomie 39 przez jeden wieczór, jest duża szansa, że siłami natury następnego dnia będzie już dużo lepiej. Oczywiście trzeba bardzo uważnie kontrolować wskazania termometra, bo, jak wiadomo, ponad 40 stopni gorączki może być niebezpieczne dla zdrowia. Ale mi nigdy nie zdarzyła się aż taka wysoka gorączka, mimo, że nigdy nie zbijałam. Podwyższona temperatura to perfekcyjna odpowiedź organizmu na atak choroby. Organizm w większości przypadków naprawdę wie, co robi. Leki, o których wspominałam powyżej omijam z daleka. Wysadzają wątrobę, niszczą organizm, “sztucznie" uzdrawiają, niwelują objawy i powodują zakłócenia gdzieś głęboko w organizmie. 

Choroba kojarzy mi się z lemoniadą i kanapkami z czosnkiem, z jabłkami i gejpfrutami. Bo podczas choroby zazwyczaj nie chce mi się w ogóle jeść, a jak już się choć trochę chce, to właśnie jabłek. W ilościach hurtowych. Wmuszam też w siebie kanapki z czosnkiem, choć niektórzy mówią, że w chorobie należy nie jeść, bo organizm ma się zająć leczeniem, a nie trawieniem. Za to warto dużo pić. Ciepła woda jest najlepsza. Paweł robi przecudne lemioniady - dużo cytryny, dużo miodu i ciepła woda. Jak jest imbir, to też imbir.

Paweł nauczył mnie też robić najlepsze kanapki z czosnkiem na świecie. Trzeba pokroić ząbki czosnku w cieniutkie, prawie przezroczyste plasterki i położyć je na maśle rozsmarowanym na chlebie. Wtedy czosnek jest mniej ostry. Potem jeszcze posolić. Wersja bezglutenowa - na ryżowym waflu - smakuje trochę jak czosnkowe czipsy. 

I jeszcze grejpfruty. Tu znowu o Pawle :) Do przygotowania grejpfrutów w ten sposób potrzeba cierpliwości, której mi zazwyczaj brak, więc robi to Paweł; z resztą - to jego sposób. Skórkę wraz z gąbczastym białym czymś zaraz pod skórką trzeba z grejpfruta zdjąć. A potem wyjąć spomiędzy różowych półksiężyców wszystkie białe błonki - ścianki. Te ścianki odpowiadają za gorycz gejpfruta. Jemy je szybko podczas obierania, bo są zdrowe, żeby potem "na deser" zjeść wszystko, co różowe. Bo różowy miąższ grejpfruta, o czym nie wiedziałam, nie jest wcale gorzki. Jest pyszny!

Jest jeszcze jedna, podobno bardzo skuteczna metoda naturalnego leczenia przeziębienia. Witamina C w bardzo dużych dawkach. Zaczęliśmy to z Pawłem stosować dopiero pod koniec choroby. I mam wrażenie, że działało. Tylko dotknęłam tego tematu póki co, ale na pewno będę o tym pisać więcej. Na razie odsyłam do Ukrytych Terapii Jerzego Zięby.

A jakie Wy macie sposoby na przeziębienie?

PS Od dziecka chodziłam do lekarza, który pod prąd, kazał nie zbijać gorączki, żeby nie zabić systemu odpornościowego. Ale nie traktujcie mojego tekstu jako Boże broń medycznej porady. Zawsze konsultujcie z lekarzem (najlepiej mądrym:)) To o czym piszę to tylko moje doświadczenia.


Czytaj więcej ze strefy ciała: