szafowe wnioski - kgkd

Postanowiłam przeorganizować formułę KGKD, bo chyba ani Wam, ani mi ona jakoś specjalnie nie leży. Chcę pisać o szafie, ale wciąż myślę, jak. KGKD jest najpewniej dla Was za nudne, domyślam się, że szukacie urozmaicenia, większej różnorodności, kombinowania. Inspiracji, nie gotowych rozwiązań, nie sztywnego systemu. A KGKD jakby nie patrzeć jest przewidywalne i monotonne. Może aż zbyt proste. Nie warto więc, żebym Was tym zanudzała. Mnie KGKD bardzo pomogło w osiągnięciu własnych celów, bo było pierwszym świadomym i zarazem PRAKTYCZNYM, a nie zamkniętym w teoretycznych rozważaniach, krokiem do budowy własnego stylu. Poza tym dla mnie to system idealny, bo mam w głowie bardzo sprecyzowany zbiór ubrań, które chcę nosić. 

Jeśli moje kgkd to za duże ekstremum, jeśli macie w szafie różnorodność kolorów i okazji, które wymagają innych stylów ubraniowych i wcale nie chcecie, żeby każda góra pasowała do każdego dołu, a więc nie jesteście zwolenniczkami skrajnego uniwersalizmu, odsyłam jak zawsze do Kasi z Simplicite, którą na pewno znacie i która swoje Szafy Minimalistki prowadzi świetnie, konsekwentnie i z wyważoną dawką urozmaicenia. Niby ubrań jest niewiele, ale cały czas coś się dzieje i fajnie to wychodzi.

Ja pozostaję w swojej nudnej przewidywalności. Ale też mocnej określoności. Przez ostatni prawie rok chodziłam do pracy etatowej. To był dla mnie idealny czas na testowanie kgkd. Latem nie wyrabiałam się ze zdjęciami, jesienią udokumentowałam 2 miesiące i 1 tydzień. W sumie sztywno kgkd trzymałam się 3 jesienne miesiące. Lato było okresem testowania, czy ta metoda ma w ogóle sens. Ta metoda ma sens, jeśli Twoje życie uporządkowane jest przez rutynę i codziennie wychodzisz do pracy, w której musisz wyglądać w określony sposób. Metoda straciła sens w momencie, w którym zaczęłam pracować z domu i dużą część każdego dnia życia spędzam w wygodnym dresie.

Co dał mi sezon w systemie KGKD? 

1. KGKD zmusiło mnie do wyciągnięcia z szafy rzeczy, po które prawie nigdy nie sięgałam, zmusiło do odczuwania siebie w tych rzeczach. W wielu przekonaniach na temat własnego stylu i ubraniowych upodobań się utwierdziłam. I dzięki temu doświadczeniu wiem, czego chcę, bardzo konkretnie.

2. Definitywnie raz na zawsze przestałam kupować sobie ubrania choćby w małym stopniu wykraczające poza sztywne ramy, w jakich zamknęłam własny styl. Dzięki zdjęciom, które sobie robiłam na potrzeby KGKD bardzo precyzyjnie i konkretnie jestem w stanie zwizualizować swój styl jesień-zima. Wiosna-lato to jeszcze pole do przemyśleń, wróć - doświadczeń. Przemyślenia na sucho to jedno, a wcielenie przemyśleń w życie i TESTOWANIE to drugie. 

3. Moim celem jest posiadanie ubrań uniwersalnych na każdą możliwą (w moim życiu) okazję i wiem, że to możliwe. Nie chcę zmieniać swojego stylu w zależności od okazji, dostosowywać go do okoliczności. Tu oczywiście wkrada się czasami niezależny od nas czynnik życiowy, który może ograniczać. Wtedy rzeczywiście może być tak, że w pracy wyglądasz zupełnie inaczej niż na spotkaniach z przyjaciółmi, czy wypadzie za miasto. Na razie mi to nie grozi. Moim celem jest ubierać się w jednym stylu, w jeden określony sposób podczas 90% życiowych okazji. Sądzę, że z wyłączeniem sporadycznych imprez da się to zrobić.

4. Czuję, że mój gust z wąskiego stał się jeszcze węższy. Wiem też, że bardziej niż czerpanie z różnych stylów i bawienie się ubraniami, inspiruje mnie Steve Jobs i jego czarne golfy, Jesse Kamm i jej szerokie spodnie, Zuckerberg i jego szare koszulki. Inspiruje mnie konsekwencja i świadoma jednorodność. Pociąga mnie możliwość stwierdzenia, kim jest nosiciel ubrań po samych ubraniach.

5. Patrząc na siebie w niektórych ubraniach, czarno na białym zobaczyłam, jak ważne jest ciało, ukryte pod ubraniami. Ciało, które niestety przez ostatni rok zaniedbałam. Jak tylko zwolniłam się z etatu poleciałam na zajęcia jogi i pilatesu i teraz z Pawłem chodzimy praktycznie codziennie. Strefa ciała odżyje dzięki temu na blogu.

Dogłębna konsekwencja stylowa ma miejsce wtedy, kiedy istnieje jakiś stały element naszych zestawień ubraniowych, który wszyscy wokół wiążą właśnie z nami. I, jak już pisałam dawno temu, może to być forma ubrań, zawsze taka sama, np. falbaniasto-lejąca, albo sztywno-kanciasta. Może to być też jasno sprecyzowana paleta kolorów, albo jakiś element charakterystyczny, np. motyw pasków, okulary wielkie koła, motyw kwiatów, lub czerwona szminka.

Kgkd to była w zamierzeniu taka trochę cisza przed burzą. To sposób na poznanie szafy, wyrzucenie rzeczy, w których źle się czuję, użycie jak największej liczby kombinacji To takie stworzenie bazy, do której potem można dokładać dodatki, biżuterię, okulary, nakrycia głowy.

Jeśli wciąż nic nie wiecie i macie problem z własnym stylem, może Wam pomóc określenie celów. Co chcecie osiągnąć? Jak chcecie wyglądać? Jak bardzo urozmaicone mają być Wasze codzienne zestawienia ubrań? Jaka paleta kolorów jest dla Was najlepsza? I eksperymenty. To najważniejsze. Moim celem było praktyczne zmierzenie się z tym, co lubię nosić, a czego nie; obserwacja własnych odczuć i przegląd szafy (miałam tendencję od noszenia wciąż tego samego) oraz zuniwersalizowanie stylu na (prawie) każdą możliwą okazję życiową.

I jeszcze w kwestii samego procesu kgkd, powiem kilka słów o zimie.

Zimą byłam golfowa. Kupiłam jedne spodnie khaki (zdjęcie nr 3 poniżej) i dwa golfy - czarny i beżowy (zdjęcia 3 i 4). Zima była dla mnie bardzo wyczerpującym okresem i przestałam skupiać się na kgkd, wróciłam do starych nawyków zakładania na siebie wciąż tego samego. Żadnych spódnic i sukienek - kilka swetrów i nowe spodnie khaki (zdjęcie 3), czasem na zmianę z dżinsami (zdjęcie 4). Spodnie ze zdjęcia nr 1 i 2 są już dość znoszone, męczyłam je mocno jesienią i chyba przyszła na nie już pora. Zima nie była wyjątkowo mroźna, a ja poruszałam się głównie samochodem, więc płaszcz ze zdjęcia 4 i buty ze zdjęć 1, 2 i 4 służyły mi praktycznie codziennie, od wczesnej jesieni, aż do teraz, choć teraz już włączyłam w repertuar okryć wierzchnich lżejszy płaszczosweter i skórzaną kurtkę. Sweter ze zdjęcia 2 po kilku praniach zrobił się bardzo szmatławy, dogorywa w szafie. Z kolei sweter ze zdjęcia 1 jest cudowny. To kaszmir, niedrogi jak na kaszmir, który nie skulkował się prawie wcale, zachował swój kształt i bardzo dobrze wygląda po kilku praniach. Nosiłam go bardzo często, bo jest ciepły i trudno się w nim spocić. Jednak co wełna to wełna. 

Dajcie znać, jak się mają Wasze szafowe cele? Próbowałyście kgkd? A może capsule wardrobe?