wydobywacze światła

Uwaga. To tekst z cyklu "wyciągam wpisy z przepastnych czeluści blogowego czyśćca".

Często mam tak, że jeden tekst piszę kilka tygodni, albo nawet miesięcy. Czasem muszę go na chwilę zostawić, bo coś jeszcze w temacie doszukuję i doczytuję. Tak jest na przykład z wełną, o której piszę od pół roku i nie mogę puścić tekstu, bo nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. W tekście mam dziury, a dziur tam być nie może. Zawsze w każdym temacie usiłuję dobić się do dna i powiedzieć o warstwie, która leży tam na dole. Zazwyczaj wtedy wiem już dużo mniej niż myślałam, że wiem na początku. Radośnie więc piszę o obydwu stronach tej warstwy, leżącej na dnie. Lub nie piszę wcale.

Zdarza się, że kandydata na post czytam codziennie przez kilka tygodni i codziennie ulepszam tylko jedno zdanie. I dopóki nie poczuję (słowo klucz), że to jest już TEN MOMENT, żeby go puścić do Was, nie puszczam. Nie ma przepływu, nie puszczam. I czasem też jest tak, że jakiś tekst chcę puścić bardzo i skupiam się na nim cała. I nic innego blogowo nie robię. Stąd właśnie, jakby kto pytał, biorą się tekstowe przestoje. 

W twórczych zadaniach nie uznaję nic na siłę. Więc jestem bardzo slow. Choć chciałabym być trochę jednak faster.


No dobra, do rzeczy.

Dużo w ubiegłym roku gadałam o szafie (i wrócę do tego w tym roku, nie martwcie się, już niedługo ;)), ale tak właściwie dobra szafa i przemyślany styl to wtórne warunki piękna. To tylko wierzchnia warstwa, która tak naprawdę jest z tego wszystkiego najmniej istotna.

Za materiałami, które na siebie nakładamy, kryje się ciało, mniej lub bardziej zintegrowane z czymś jeszcze subtelniejszym - duszą. To naczynia połączone. Światło wydobyte ze środka, da o sobie znać w warstwie zewnętrznej. W oczach i w uśmiechu. W czymś nieuchwytnym, roztaczającym się wokół Ciebie.

Żadne piękne dopasowane stylizacje, określony konsekwentny styl i odpowiedni dobór kolorów nie przykryją niewyspanej skóry, zmęczonych powiek, cielesnej galaretki i, idąc jeszcze głębiej, smutku w oczach. Strefy ciała i ducha, krótko mówiąc.

Tak jak żadna piękna okładka nie uczyni z książki pisarskiego arcydzieła, tak żadna operacja plastyczna, ani żaden mejkap nie przywrócą blasku oczom.

Są osoby, które tak promienieją od środka, że nie zwracasz nawet uwagi na ich ubrania/fryzurę/makijaż. Ich oczy przesłaniają wszystko i mówią wszystko.

Piękno przebija ze środka, reszta jest dodatkiem, mniej lub bardziej potrzebnym. I wierzę w to, że każda z nas to piękno ma w sobie. Czasami tylko coś je przyćmiewa. Ale w środku jest pięknie, zawsze.

Dlatego stworzyłam listę spraw, które, wierzę, są w stanie wydobyć światło ze środka. A przynajmniej ja tak właśnie widzę odśrodkowe piękno. Jako miks tych wszystkich cech, które wymieniam poniżej. Poza tym ta lista to też lista spraw, które włożyłam do swojej szuflady: pracuj nad tym, to ważne.

Więc się dzielę z Wami :)

Wydobywacze światła.

1. Akceptacja stanu rzeczy, jako pierwszy krok do pozytywnej zmiany. Dopóty, dopóki nie akceptujesz tego, co jest, pozostajesz w konflikcie ze światem zewnętrznym, siłujesz się z życiem, nie lubisz życia, nie chcesz go w takiej formie, w jakiej go doświadczasz. To nie przyciąga pozytywnych zmian, to przyciąga jeszcze więcej smutku i poczucia rozczarowania tym, co jest. Akceptacja łączy się bardzo ze spokojem i docenieniem życia, które się ma. Z wdzięcznością i radością.  

2. Poczucie pełni. Poczucie, że nikogo do szczęścia nie potrzebujesz, jesteś szczęśliwa bezwarunkowo, nie uzależniasz szczęścia od czynników zewnętrznych. Jesteś całym pełnym jędrnym słodkim jabłkiem. Nie zagubioną cząstką, która szuka uzupełnienia w postaci drugiej, pasującej połówki. Jesteś całością. Więc pokochaj się w końcu raz a porządnie.

3.

We are all going to die, all of us, what a circus! That alone should make us love each other, but it doesn’t. We are terrorized and flattened by trivialities. We are eaten up by nothing.
— Charles Bukowski

Umiejętność odpuszczania. Wybaczania. Miłości, po prostu. Do wszystkiego i wszystkich. I do siebie. Umiejętność przechodzenia ponad przejawy czyjegoś rozbuchanego ego. I własnego też. Żeby to sobie ułatwić, mam w głowie jedną prostą prawdę: "wszyscy kiedyś umrzemy". I nasze ciała zjedzą robaki. Bez wyjątku. Ile warte jest teraz Twoje wkurwienie, Twoja obraza, rywalizacja i złość? "Wszyscy kiedyś umrzemy" to tekst, który mnie nie dołuje, a bardziej przyciąga do "teraz", obnażając bezsens chorych ambicji, dążenia do sławy, władzy, wielkiej kasy i pokazując sens życia po prostu, wagę okazywania miłości w najdrobniejszych szczegółach codzienności. Życie i ludzie wokół dają nam przecież miliard sposobności dziennie, żeby nauczyć się kochania i odpuszczania.

Odpowiednia perspektywa jest kluczem.

4. Poczucie piękna. Masz w sobie mnóstwo pięknych elementów. I cielesnych i duchowych. Nie zapominaj o nich, kiedy myślisz o sobie źle. A najlepiej to w ogóle zrób sobie listę Twoich fizycznych i psychicznych piękności. Na pewno jest ich sporo. Co masz w sobie ładnego? Napisz mi na dole.

5. Porzuć strach, albo jeśli nie potrafisz - bój się, ale działaj. Strach stoi w opozycji do miłości i wynika z jej braku. Obserwuj go uważnie i nie daj się mu kontrolować. Jeśli potrafisz, zrób to, co ja, kiedy się boję. Patrzę na gwiazdy, wyobrażam sobie kosmiczną przestrzeń, te wszystkie wielkie planety z małą Ziemią gdzieś na uboczu i uświadamiam sobie, jaka mała jestem. Ja i ten mój strach. Nic tutaj złego nie może mi się stać. Śmierć to tylko furtka do Gdzieś Indziej. A jak przyjdzie Ci się tutaj zmierzyć z czymś potwornym, i tak będziesz musiała. Nie musisz teraz o tym rozmyślać.

Oczywiście, że to nie działa zawsze. Ale czy jest coś, co działa zawsze?

6. Obserwacja jako droga do neutralizacji. Swoista uważność nakierowana na własne zachowania, postawy, opinie. Czasem nie trzeba robić nic ponad uważną obserwację. Już samo to, że namierzam falę wkurwienia, która mnie właśnie zalewa, sam fakt, że jestem świadoma jej istnienia, stanowi zalążek zmiany. To pierwszy krok.

7. Dowiedz się, kim jesteś. Nie spocznij, dopóki się nie dowiesz, kim jesteś i zwalczysz w sobie ostatnie przejawy udawania kogoś innego. Odnajdź w końcu prawdziwą siebie.

8. Bądź bardziej tu. To co było, było. Nie wróci, więc utnij rozpamiętywanie. To co będzie, będzie. Zdążysz to przeżyć, bez względu na to, czy będzie przyjemnie czy nie. Jeśli cały czas rozpamiętujesz przeszłość lub myślisz co będzie, albo już niedajBoże zastanawiasz się co by było, gdyby... tak naprawdę nie żyjesz nigdy. Życie jest tylko tu. Całą reszta to film, który sobie puszczasz w umyśle. Przeszłość, wałkowana tysiące razy, przestaje być obiektywna (o ile kiedykolwiek była) i zaczyna być wytworem Twojej wyobraźni, Twojego filtru, przez który przepuszczasz wszystko, co się dzieję. A przyszłość? Przyszłość tworzysz tym, co myślisz i robisz teraz i tu.

Więc płyń, tak po prostu.

i...

9. Doświadczaj. Mądrzy mówią, że po to tu jesteś. Po nic innego.

10. Wykształć w sobie postawę nieoceniającą. To jest to openness of being, o którym niedawno pisałam. Nieoceniający ludzie są piękni, bo ich postawa sprawia, że możesz być przy nich naprawdę sobą ze wszystkimi swoimi wadami, niedostatkami i słabościami. Nie musisz nosić masek, oszukiwać, uciekać się do białych kłamstw, możesz po prostu być. Więc stań się człowiekiem, przy którym inni nie muszą nic udawać.


W myśl mojej kavowej wizji biżuteria = narzędzie do rozwoju, stworzyłam ostatnio lustrzanki - napisy grawerowane na kolczykach i naszyjnikach w lustrzanym odbiciu, czyli tak, że widać je tylko w lustrze. Ich zadanie jest proste - to wydobywacze światła, impulsy do uśmiechu i do zmiany. Do pracy nad sobą. To napisy, które kierujesz do samej siebie, tak jak NOW na bransoletce. Te napisy mają Ci pomóc. Uspokoić, kiedy się zdenerwujesz, pozytywnie natchnąć do działania rano. Powiedzieć Ci, że jesteś piękna. Bo jesteś.

Może jest szansa, że jak codziennie w lustrze, patrząc na siebie przeczytasz "you're beautiful", to uwierzysz, że to prawda?

Czasem granica między trywialnością, a głębokim przekazem jest bardzo cienka. Obwieszamy się masowo hasłami, cytatami, wieszamy na ścianach grafiki z ładnymi tekstami w stylu "do what you love" i czasem mnie to śmieszy, a czasem porywa głębią. Dopóki sami nie nadamy znaczenia tym hasłom i cytatom, dopóki sami nie weźmiemy ich głęboko do serca i nie popłyniemy z nimi we własnym życiu, nic nie będą znaczyć. Są ludzie, dla których moje NOW na zegarku i "let go" w lustrzanym odbiciu na kolczykach, albo "jesteś piękna" na naszyjniku to straszliwe cliché. Dla mnie to narzędzia do pracy nad sobą. Wierzę, że mają potencjał, żeby codziennie, po trochu ulepszać życie, przypominając o dobrej zmianie.

Ale tylko, jeśli Ty sama tego chcesz.

PS Rok temu myślałam, że za rok zgłoszę swój blog do konkursu Blog Roku. I wiecie co? Przegapiłam ten moment. Dokładnie tak samo, jak w zeszłym roku przegapiłam Share Weeka. Albo jestem upośledzona, albo po prostu się do tego nie nadaję.

PS 2 Znacie jeszcze jakieś wydobywacze światła? Postawy, cechy, zachowania, które czynią z nas pięknych ludzi?


Czytaj więcej ze strefy ducha: