zimowe nastroje

Dzisiaj, zamiast KGKD 10, którą planuję zrobić z małym opóźnieniem, chciałam powiedzieć o zimowych nastrojach, bo zimę już bardzo czuć w powietrzu. I w ogóle w głowie. W senności, w zimnie, w długim śnie niedzielnym.

Zima jest dla takiego zmarzlucha jak ja porą niezbyt przyjemną. Cokolwiek na siebie założę, jest mi za zimno, spałabym najchętniej do południa, i wygrzewałabym się pod kocem z herbatą w ręku przez resztę dnia. Zimą mogę jeść tylko ciepłe posiłki, bo po zimnych mi jeszcze zimnej. Zimą wciąż chcę pić gorącą herbatę.

Ale abstrachując od pogody i takiego ogólnego gorszego samopoczucia, nastrój i specyficzny klimat zimy lubię bardzo. Lubię tę refleksję wiszącą w powietrzu, ten smutek i melancholię.

Stworzyłam ostatnio na Pintereście zimowy moodboard. Chciałam tam zawrzeć zimowe kolory, zimowy nastrój, zimową ciszę. Chciałam się zainspirować. To są kolory, które czuję w zimie i które zimą chcę nosić. Nie świąteczny czerwony i mocny zielony. Szarości. Beże. Biele. Brązy i jodłowe zielenie. Lubię się wtapiać swoim ubiorem w sezonowe kolory, które mnie otaczają.

Najbardziej w zimie urzeka mnie niezmienne jej cichość i zapach. Niewiele istnieje zapachów, które pachną ładniej niż zapach świeżego mroźnego powietrza, najlepiej górskiego. Przeszywa nozdrza, odświeża i po prostu sprawia przyjemność. Ten zapach nie krzyczy, on po prostu jest.

Zima zachwyca mnie też kolorami - odcieniami szarości, aż do bieli. Czasem można zimą zobaczyć mocno niebieskie lub delikatne błękitne niebo. Szczególnie w górach. Ale to niebo od razu przywodzi na myśl lato i pozbawia zimę melancholii. Prawdziwa zima kojarzy mi się z szarym niebem, z zaśnieżonym powietrzem, z bielą płatków śniegu i przezroczystością sopli lodu. Z pozytywnym smutkiem w powietrzu, z refleksyjnością. Z nagimi gałęziami drzew. Z przepięknym odcieniem jodłowej zieleni.

Zima kojarzy mi się też z wielkimi swetrami, czapkami i szalikami. Wielkie swetry to bezkonkurencyjnie moja ulubiona część garderoby. Jest problem z ich dostępnością. Mam wrażenie, że nikt nie robi prawdziwych, porządnych, pięknych wełnianych swetrów. Są niby Roboty Ręczne, jest Bsides (nie trafili do mnie tegoroczną kolekcją), jest australijska firma I Love Mr Mittens - ultradrogie i ultracudowne swetry, na które mnie nie stać. Jest jeszcze Wool and The Gang, którzy oprócz swetrów oferują zestawy wełnianych motków i drutów z instrukcją, jak samemu zrobić swetry z ich sklepu. To jest wszystko drogi elitarny hand made. A mi brakuje marki, która robiłaby swetry maszynowo, a więc trochę taniej, ale wciąż z bardzo dobrej wełny. Chodzi mi o proste klasyczne kroje, bez zbędnych udziwnień. 

Szukałam dla siebie na zimę wełnianego grubszego golfu i jakiegoś większego mięsistego swetra. Tego drugiego nigdzie nie mogę znaleźć, za to wartych uwagi golfów znalazłam sporo. Wklejam Wam linki. 

Od Was słyszałam o golfach z Benettonu, które są tanie i z wełny. Sprawdziłam, znalazłam. Zastanawiam się nad tym.

Znalazłam też coś ciekawego w hm: 1, 2, 3. 

I ładny, ale drogi sweter z Zary. Kaszmirowy, delikatny oversize. Im dłużej patrzę, tym bardziej mi się podoba.

A Wy? Macie jakieś zimowe zakupy w planach?